Mój stan zdrowia nie pozwala mi już na jałowe, wycieńczające utarczki z biurokracją polskiej Wikipedii (vide: „List otwarty do Wikipedii” na stronie internetowej wydawnictwa CB). Kiedy szanowana przeze mnie niegdyś internetowa encyklopedia nagle zmienia mój życiorys w paszkwil noszący znamiona ordynarnego hejtu, a moje oficjalne prośby o sprostowanie są odsyłane na przysłowiowy „Berdyczów”, mówię: dość! Nie będę kopał się z koniem ani prosił anonimowych moderatorów o łaskę szacunku dla faktów.
Jako autor ponad stu książek wydanych w nakładzie ponad dwóch milionów egzemplarzy, około 4 tysięcy materiałów prasowych oraz ponad dwóch tysięcy rzeźb, obrazów, grafik, kolaży, asamblaży, rysunków, projektów okładek i unikatowych form szklanych wykonanych ze szkła kryształowego (po raz pierwszy barwionego tlenkami ziem rzadkich), wreszcie jako świadek historii i człowiek, który całe życie ufał prawdzie – publikuję to oficjalne oświadczenie tutaj, na moim autorskim blogu. To moje osobiste i ostateczne weto wobec manipulacji, jakich dopuszczono się w sieci na temat mojej biografii.
Oto fakty, których „wolna encyklopedia” nie chce przyjąć do wiadomości:
- Służyłem wolnej Rzeczypospolitej
Wikipedia uparcie pomija kluczowy etap mojej drogi mundurowej. Jestem pułkownikiem Wojsk Ochrony Pogranicza oraz Straży Granicznej w stanie spoczynku. Obie te formacje są niezwykle bliskie mojemu sercu. W mundurze pełniłem różne funkcje: od zastępcy dowódcy strażnicy, poprzez dowódcę strażnicy, zastępcę dowódcy Górskiego Batalionu WOP w Szklarskiej Porębie i instruktora w Łużyckiej Brygadzie WOP, aż do stanowiska kierownika działu wojskowego, zastępcy redaktora naczelnego „Granicy” oraz redaktora naczelnego „Granicy”, a po 1990 roku – „Straży Granicznej”. Po powstaniu III RP brałem czynny udział w trudnym procesie formowania nowoczesnej Straży Granicznej. Wymazywanie tego faktu z mojego życiorysu to ordynarne fałszowanie historii ustrojowej Polski.
- Moje archiwum fotograficzne
Internetowi „znawcy” zza biurka próbowali wmówić opinii publicznej, że mój dorobek fotograficzny nie istnieje. Tymczasem na przestrzeni dekad wykonałem ponad 200 tysięcy zdjęć. Były one publikowane w prasie krajowej i zagranicznej, a także stanowiły integralną, dokumentalną część moich własnych książek. O mojej pasji i dorobku fotograficznym pisali wybitni autorzy, w tym znany himalaista i fotograf Bogdan Jankowski w miesięczniku „Góry” (nr 3/2016) oraz Zbigniew Damski w książce „Pasje nasze, czyli sposób na wszystko”. Już w sierpniu 1974 roku zdobyłem II nagrodę w ogólnokrajowym konkursie „Nasza polska Rzeczypospolita Ludowa i jej siły zbrojne”, a po niej przyszły kolejne wyróżnienia i wystawy – zarówno indywidualne, jak i zbiorowe, m.in. w Warszawie, Lublinie, Jeleniej Górze, Szklarskiej Porębie czy Lubaniu. Robiłem to zawsze na własnych warunkach, z awersją do oficjalnych związków twórczych i salonów. Moje książki, prace plastyczne i zdjęcia bronią się same.
- Cenzura moich najnowszych dzieł
Strażnicy internetowej poprawności udają, że nie widzą moich ostatnich, ważnych książek. Z biografii bezczelnie wycięto wzmianki o pozycjach:
- „O czym wiedziały tajne służby? Zdumiewająca niefrasobliwość Instytutu Pamięci Narodowej” (CB, Warszawa 2016);
- „Proces. Kłamstwa, mity, dezinformacje i konfabulacje” (Agencja Wydawnicza CB, 2023) – stanowiących moją kluczową polemikę z historycznymi kłamstwami;
- „Tłuste koty wymiaru sprawiedliwości i…” (Agent PR Wydawnictwo Naukowe, Kraków 2025) – mojej setnej, jubileuszowej książki, która jest bezkompromisowym podsumowaniem mojej wieloletniej pracy pisarskiej i analizy polskich przemian.
Nie mam już siły na walkę z systemowym betonem i ludzką złośliwością. Niech anonimowi cenzorzy dalej bawią się w swoją wirtualną rzeczywistość. Prawdziwa historia moich książek, moich 200 tysięcy negatywów, innej twórczości plastycznej oraz mojej wiernej służby na granicy w barwach WOP i Straży Granicznej i tak obroni się sama w rękach rzetelnych czytelników.
To tutaj, na tej stronie, znajduje się prawda. Reszta to internetowy szum.
płk Henryk Piecuch