Archiwum miesiąca: listopad 2025

MOJA WALKA Z WIKIPEDIĄ

Jak wschodzące słońce odbiera blask gwiazdom, tak ja odbieram siłę zarówno kobietom, jak i mężczyznom, którzy mnie nienawidzą. Liczni wrogowie, którzy patrzycie na mnie złym okiem, kiedy nadchodzę – wy, którzy mnie nienawidzicie – odbieram wam waszą siłę tak, jak wschodzące słońce odbiera siłę snowi śpiącego.

                                                                                                                         Anastasia Greywolf

Otwarty list do Wikipedii

8 marca 2025 powiadomiłem Wikipedię (e-mail; PDF) o zastrzeżeniach, jakie wzbudził tekst zatytułowany „Życiorys”, a poświęcony mojej osobie. Pytałem: dlaczego zmieniono mój życiorys w Wikipedii? Nadmieniłem, że poprzedni tekst, opracowany przez autora podpisanego „Banach” (autor nie jest mi znany) nosił wszelkie cechy zbliżone do prawdy. Nie znalazłem w nim żadnych wyraźnych błędnych czy zmanipulowanych informacji. Nowy życiorys (niepodpisany) natomiast roi się od błędów merytorycznych i nosi wszelkie cechy wandalizujące z wyraźną sugestią oczerniającą z przewagą hejtu. Oczekiwałem wyjaśnień.         Otrzymałem je. Były podpisane: Andrzej Kamil Rybicki. Korespondent, nie czytając mojego tekstu (podobno ze „względów bezpieczeństwa”) pouczył, że: „Aby zapewnić możliwie najwyższą rzetelność artykułu zasady zobowiązują wikipedystów do korzystania ze wszystkich dostępnych publikacji na dany temat. I tylko publikacji. Informacji nigdzie niepublikowanch w Wikipedii zamieszczać nie wolno (a już zamieszczone należy sukcesywnie usuwać)”. Pan K. Rybicki jednak nie przekazał mojego listu z prośbą o sprostowanie fałszywych treści komuś, kto otworzy PDF i ma kompetencje Wikipedii, aby zareagować na mój list.

         Niemniej jednak dziękuję i za to. Nowy tekst Wikipedii niekiedy mija się wyraźnie z prawdą. Poprzedni tekst był uzupełniany (nie wiem przez kogo). Jeżeli uzupełnienia były niewystarczające, można je było łatwo dostosować do wymagań stawianych przed autorami przez Wikipedię, m.in. korzystając z zamieszczonego w Wikipedii w dziale „Publikacje” wykazu kilkudziesięciu moich książek, a także kilkuset publikacji na mój temat i na temat moich książek zamieszczanych w książkach i innych publikacjach renomowanych autorów, pisarzy i dziennikarzy czy wydawców, ale także w portalach internetowych lub mediach społecznościowych (m.in.: J. Kurtyki, G. Motyki, A. Zybertowicza, A. Paczkowskiego, S. Cenckiewicza, P. Gontarczyka, A. Zasiecznego, S. Wolaka, A. Frukacza, A. Urbańczyka, B. Skaradzińskiego, A. Brychta, S. Krowickiego, Z. Najdera, M. Szymańskiego, P. Burcharda, M. Millera czy Zbigniewa Damskiego).   

         Czy osoby zarządzające Wikipedią zdają sobie sprawę z tego, że hejt na mnie, w latach 1996-2008, będący wynikiem fałszywych informacji medialnych skutkował kilkoma zamachami na mnie, w tym pięciokrotnym podpaleniem bloku, w którym mieszkałem, próbą oblania mnie jakąś żrącą substancją itp. (patrz m.in.: Powiadomienie prokuratora i sądu; recenzja S. Szałapaka; praca magisterska Dzieje SBK w świetle dokumentów Marka Sokołowskiego napisana w Uniwersytecie Warszawski pod kierownictwem prof. Pawła Wieczorkiewicza (wydana jako e-book). Wydarzenia te opisałem w książkach: Tłuste koty wymiaru sprawiedliwości i… oraz w Procesie… czy w innych pracach z liczącego 18 tomów cyklu: Tajna historia Polski). Już odebrałem kilkadziesiąt telefonów od hejterów z groźbą dokończenia „roboty” z przełomu wieków.

         Nowy tekst ogłoszony w Wikiepedii jest o tyle bulwersujący, że wielu autorów, m.in. J. Kurtyka, G. Motyka, A.  Zasieczny, A. Urbańczyk, S. Szałapak, S. Wolak, M. Miller, Z. Najder, S. Cenckiewicz, P. Gontarczyk, B. Urbankowski, M. Wójtowicz-Podhorski, P. Kowal w różnych przypisach, a niekiedy także publikacjach mnie poświęconych (nie mając pojęcia, że tekst mojego życiorysy w Wikipedii, do którego nie miałem większych zastrzeżeń, może być z dnia na dzień zmieniony na tekst, który muszę uznać za hejt) zamiast cytować moje CV powoływało się na stary tekst z Wikipedii. Także na moim bilecie wizytowym jest odwołanie się do Wikipedii. Rozumiem, że każdy ma prawo pisać co mu w „duszy gra”, ale preparowanie mojego życiorysu w kierunku hejtu i zamieszczanie go w szanowanej encyklopedii Internetowej to chyba przesada. Konstruktywna krytyka, potrzebna każdemu autorowi, to przecież nie to samo co podawanie nieprawdziwych informacji służących szkalowaniu dobrego imienia autora. Prosiłem o sprostowanie. I co? I nic. Odesłano mnie na Berdyczów. W tym miejscu sprostowanie łgarstw zamieszczonych w Wikipedii:

WIKIPEDIA: Henryk Piecuch (ur. 4 grudnia 1939[1]) – polski pisarz, emerytowany pułkownik Wojsk Ochrony Pogranicza.

PIECUCH: Henryk Piecuch (ur. 4 grudnia 1939 r. w Bielsku Białej) – polski pisarz i dziennikarz, pułkownik WOP i Straży Granicznej w stanie spoczynku. Patrz m.in.: „Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej. Książeczka Wojskowa” seria HJ nr 42589; „Legitymacja emeryta-rencisty Straży Granicznej” seria AA nr 0001286; A. Zasieczny Polowanie na pułkownika… s. 33-40; Z. Damski Pasje nasze czyli sposób na życie, s. 120-129; T. Miecik i J. Machaj Kto jest kto na Ursynowie i Natolinie, s. 81-82. Moje obszerne dossier, jak również moich oskarżycielek przedstawił M. Sokołowski w pracy magisterskiej (patrz: Dzieje SBK w świetle dokumentów s. 94-97).

WIKIPEDIA: Należał do (sic! – H.P.) Wojsk Ochrony Pogranicza, na emeryturę odszedł w stopniu pułkownika[2][3]. Wraz z Jerzym BronisławskimJanem LitanemMarianem Reniakiem i Marianem Cimoszewiczem.

PIECUCH: Przedstawianie mnie razem z oficerami pełniącymi służbę w formacjach uznanych przez Sejm RP za formacje zbrodnicze (patrz: Uchwała Sejmu RP z dnia 16 listopada 1994 r. w sprawie zbrodniczych działań aparatu bezpieczeństwa w latach 1944 -1956) jest niesprawiedliwe i nosi znamiona celowego pomówienia. Nie znałem J. Bronisławskiego, J. Litana i M. Cimoszewicza, o dwóch ostatnich nigdy nawet nie słyszałem. Po sprawdzeniu w Internecie zorientowałem się, że byli to funkcjonariusze Informacji WP, a także UB. Z tymi formacjami nie miałem nic wspólnego prócz tego, że często o nich pisałem, nieraz bardzo krytycznie. Biorąc pod uwagę ich wiek, musieli przejść na emeryturę znacznie wcześniej ode mnie. Przedstawiającego się jako pułkownik M. Reniak (właśc. Marian Józef Strużyński) znałem prawie 40 lat jako pisarza, dziennikarza i emerytowanego funkcjonariusz WU MBP i SB MSW. Kiedy jednak na początku lat dziewięćdziesiątych dowiedziałem się całej prawdy o jego działalności, zaproponowałem mu 2 lata na napisanie prawdziwej książki o swoich dokonaniach (zob. Tajna historia Polski. Czas generałów, s. 29). Gdy Reniak książki nie napisał, w Akcjach specjalnych s. 268-279 ujawniłem, że nigdy nie był pułkownikiem, a ukadrowionym agentem WU MBP, a następnie kadrowym funkcjonariuszem MSW w stopniu porucznika. Na emeryturę przeszedł w 1964 r. (ja 30 lat później), zaś jego dokonania przyczyniły się do śmierci wielu ludzi. Awans na stopień kapitana otrzymał już na emeryturze w 1987 r.

         WIKIPEDIA: … należy do grupy autorów serii „Labirynt”, skupiającej pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, Wojsk Ochrony Pogranicza, wywiadu lub kontrwywiadu wojskowego, którzy zajmowali się literaturą jeszcze w służbie czynnej lub po przejściu w stan spoczynku[3].

         PIECUCH: Nie wiem, czy w Wydawnictwie MON była grupa autorów serii „Labirynt”. Jeżeli nawet była, to ja do niej nie należałem. Wyd. MON wydało 6 moich książek. W tym dwie Czas szpiegów oraz Portret szpiega w serii „Labirynt”. Wydawnictwu najpierw przedkładałem ofertę, potem konspekt, a po jego akceptacji – maszynopis. Sprawą wydawcy było, do jakiej serii rzeczoną pozycję zakwalifikuje. A. Zasieczny we wstępie do Tajnej historii Polski. Requiem dla generała pisze, że napisany w 1982 r. i wydany w nakładzie 160 000 egz. Portret szpiega był gotową instrukcją dla opozycji, w jaki sposób sporządzić tajnopis do łączności konspiracyjnej. Zaś w 1984 r. Piecuch wydaje (w nakładzie 200 00 egz.) Czas szpiegów, a następnie w Czytelniku 7 rozmów z generałem…, w których zawarł ostrzeżenia dla „Solidarności”, iż bezpieka prowadzi gry operacyjne przeciw przeciwnikom politycznym. (Patrz: A. Zasieczny w: H. Piecuch Requiem dla generała s. 11-13).  

         WIKIPEDIA: Stał się znany dzięki napisaniu wywiadu-rzeki Siedem rozmów z generałem dywizji Władysławem Pożogą. W latach 90. XX wieku napisał serię książek poświęconych działalności służb specjalnych PRL[4]. Swoje książki pisze w pierwszej osobie[5] (bzdura – HP). Jego działalność pisarska jest krytykowana (kiedy, przez kogo? – HP). Zdaniem środowisk opozycyjnych (jakich, kiedy? – HP) wywiad z Władysławem Pożogą stanowił dzieło propagandowe, mające na celu przedstawić działalność służb bezpieczeństwa w PRL w korzystniejszym świetle[4].

 

         PIECUCH: Przed napisaniem 7 rozmów z generałem… moje książki były wydawane w 100 – 200 tysiącach egzemplarzy, a 7 rozmów… tylko w 50 tys.

  1. Kurtyka pisze: „Sądzę, iż Autor (z racji swoich ówczesnych uwikłań) był jedyną osobą, która mogła uzyskać stosunkowo szeroki wgląd w materiały archiwalne, w znacznej części po dziś objęte klauzulą tajności (np. dokument Rozpracowanie operacyjne sprawy kryptonim „Cezary” z kwietnia 1954 r,), i przed którą w miarę szczerze mogli otworzyć się byli funkcjonariusze MBP (wiedzący o bliskich kontaktach Piecucha z Brystygierową i Pożogą). Możliwość tę Autor uczciwie i bezwzględnie wykorzystał, z pewnością inaczej niż wyobrażali to sobie jego rozmówcy. Zawodowy historyk otrzymuje więc w Książce H. Piecucha opracowane relacje, których uzyskać w inny sposób nie byłby w stanie. Dzięki nim uchwycone też zostały atmosfera i układy personalne w MBP, MSW i WSW, niemożliwe do odtworzenia na podstawie samych dokumentów”. (Patrz: J. Kurtyka Zeszyty historyczne WiN-u nr 9, s, 303).

 

         WIKIPEDIA: Negatywną opinię o twórczości Piecucha wyraził historyk Andrzej Paczkowski, który wypomniał mu mieszanie fragmentów fabularyzowanych z dokumentalnymi, błędy merytoryczne i manipulacje (np. przywoływanie instrukcji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z lat 50. do ilustrowania działań w latach 70. i 80.)[4][6]. Problemy z wiarygodnością książek Piecucha wyraził również literaturoznawca Paweł Kaczyński[7]

 

         PIECUCH: Prawda jest inna, wyjaśniałem to wielokrotnie, m.in. w książce Portret z kanalią, w której polemika z A. Paczkowskim zajmuje 18 stron. Tekst w Wikipedii zasadza się na prostej manipulacji: oto autor mojego życiorysu przytacza wyrwany z kontekstu wstępu Od wydawcy autorstwa A. Paczkowskiego (zob.: Akcje specjalne, s. 19) fragment nie bacząc, że kilka wierszy przed tym profesor Paczkowski napisał: „Droga, jaką Autor prowadzi czytelnika jest drogą w ślepy zaułek. Ale jest to droga ciekawa, pełna ekscytujących wydarzeń, śladów ludzkich słabostek skomplikowanych gier.  I opisana łatwym – niemal lotnym – piórem dobrze przygotowanego Autora”.

         Prawdziwie o moich książkach pisali także inni     liczni autorzy (niekiedy nie szczędząc uwag lub wątpliwości, ale nie hejtu). Wspomina o tym A. Zasieczny (patrz: A. Zasieczny w: H. Piecuch Krucjata generałów, s. 12-18) publikując fragmenty tekstów poświęconych moim książkom takich dziennikarzy i pisarzy jak: Bogdan Skaradziński w „Tygodniku Solidarność”, Anna Mikolajczyk w „Westerplatte”, Antoni Mondrowski w „Megaronie”, Janusz Kurtyka w „Zeszytach Historycznych WiN-u” i książce „Z dziejów agonii i podboju”, MB w „Gazecie Wyborczej”, Janusz Skowroński w „Przeglądzie Lubańskim”, Andrzej Brycht w „Świecie Książki”, Stanisław Krowicki w „Myśli Polskiej z książką”, Andrzej Frukacz w „Dzienniku Związkowym (USA – H.P.) czy Ignacy Rutkiewicz w „Wizji publicznej” nr 12/60/”. 

          W latach 1980-2025 napisałem sto książek, z których część była poświęcona służbom specjalnym. Powoływali się na nie różni autorzy, także zagraniczni, np. w biografii R. Reagana jest tylko wymienionych dwóch Polaków, L. Wałęsa i ja (patrz: P. Kengor  The crusader: Ronald Reagan and the fall of communism, s. 290, 408). Fragmenty moich książek były publikowane także w prasie. M.in. w tygodniku „Polityka” wyjątki z 7 Rozmów z generałem… publikował red. Marian Turski. W„Dzienniku Związkowym” (USA) red. Wojciech Białasiewicz ogłosił kilka rozdziałów różnych książek z wydawanej przez wydawnictwo CB serii „Tajna historia Polski”. Inne fragmenty ogłoszone były m.in. w „Granicy”, „Szpilkach”, a także w kwartalniku „Zeszyty Historyczne” wydawanym przez Instytut Literacki w Paryżu. Jak piszą autorzy strony internetowej (https://lubimyczytac.pl): „ Po przeanalizowaniu 48 moich książek (Piecuch – H.P.) pisze książki: kryminał, sensacja, thriller, literatura piękna, powieść historyczna, biografia, autobiografia, pamiętnik, reportaż, publicystyka literacka, eseje, historia, nauki społeczne (psychologia, socjologia itd.), poezja, militaria, wojskowość”. Takiej gamy gatunków literackich nie można napisać tylko w pierwszej osobie. Wynika to również z recenzji S. Szałapaka patrz: https://www.biblioteka.michalowice.pl

 

         WIKIPEDIA: podrozdział: „Proces z członkiniami Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater …

 

         PIECUCH: ten fragment Wikipedii powtarzający zmanipulowane i kłamliwe treści z książki Olgi Wiechnik (zob.: O. Wiechnik Platerówki? Boże broń!, s. 256 i nas.) muszę uznać za obrzydliwy hejt  , tyle w nim kłamstw i dezinformacji (patrz Proces. Kłamstwa, mity, dezinformacje i konfabulacje, s.5-267)

         Na fakt manipulacji i kłamstw w moim procesie zwraca uwagę J. Kurtyka, pisząc: „W czasie towarzyszącej procesowi kampanii prasowej, Autora starano się przedstawić jako ignoranta, który rzekomo pisze o jakowymś etatowym batalionie prostytutek. Niestety, nawet luminarze nauki historycznej nie oparli się pokusie pouczania Piecucha, iż etat Armii Czerwonej nie przewidywał polowych burdeli. Tymczasem Piecuch pisze o dramatycznym losie kobiet, które dostały się w bezwzględne tryby sowieckiej rzeczywistości łagrowej a później wojennej”.(Patrz: J. Kurtyka, dz. cyt., s. 301).

         O tym procesie, toczącym się w latach 1996 – 2011, tak pisał w pracy magisterskiej M. Sokołowski: „Proces toczył się w atmosferze medialnej nagonki na autora i braku elementarnych zasad równego traktowania stron. Jego przebieg i blokowanie prawa do obrony przez oskarżonego jest przykładem defektu systemu prawnego III RP i tak naprawdę wymaga wnikliwego zbadania wszystkich niuansów z nim związanych”. Zaś w portalu „Tania książka” czytamy m.in. „Był to być może pierwszy proces polityczny w III RP, w którym kłamstwa zostały uznane za niepodważalną prawdę, a sąd całkowicie odrzucił dowody obrony w postaci ukrywanych w archiwum KC byłej PZPR dokumentów z lat 40. XX wieku, publikowane w prasie relacje kombatantek 1. SBK oraz opinie renomowanych historyków, m.in. prof. P. Wieczorkiewicza i prof. J. Kurtyki. Kłamstwa i mity oskarżycielek H. Piecuch, zatwardziałych komunistek i oficerów służących w 1. SBK, powtórzyła bez słowa komentarza w swojej książce O. Wiechnik”.

         Szeroko o procesie wytoczonym mi w 1996 r. przez cztery funkcyjne funkcjonariuszki 1. SBK: L. Bibrowską, A. Żurawską, I. Sztachelską i K. Jodkowską, z których dwie pierwsze, już po wojnie, będąc w składzie sądu popełniły „justizmord” (morderstwo sądowe), pisali m.in.: M. Sokołowski w książce Dzieje SBK w świetle dokumentów, A. Zasieczny w Polowaniu na pułkownika… i J. Kurtyka w Zeszytach Historycznych WiN-u.  

         W portalu Książnicy Karkonoskiej (https://bibioteka jelenia-gora.pl) czytamy, że książka Tłuste koty wymiaru sprawiedliwości „… dotyczy nie tylko szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości czy 1. Samodzielnego Batalionu Kobiecego im. Emilii Plater. Jest to swojego rodzaju podsumowanie twórczości pisarza, którego dziesięć książek ze stu jego autorstwa trafiło na listy bestsellerów. W tym miejscu proponuję przeprowadzić eksperyment: stworzyć leksykon ze słowami oraz wszelkimi formami tych słów (włączając w to neologizmy), których Piecuch użył w swojej twórczości. Na początek wystarczy setna książka pisarza. Okaże się wtedy, że ten leksykon będzie zawierał bardzo dużo haseł. I kto wie, czy Piecuch nie wygrałby konkursu w tej konkurencji. „Bo chodzi o to, by język giętki…” Warto też przeprowadzić inną analizę – analizę gatunków literackich, ale przede wszystkim dziennikarskich, stosowanych przez pisarza, zaczynając od „Tłustych kotów…”. Są to: reportaż literacki – dzieło reportażysty oraz notatka reporterska czy podpis pod zdjęcie, wywiad…; esej, artykuł polemiczny, memuar, literackie impresje, strumienie świadomości itp. itd. Tak, przyjrzyjmy się stylowi oraz wielogatunkowości prozy Henryka Piecucha – rozsmakujmy się w tym kunszcie literackim”.

          Konstruktywna krytyka, potrzebna każdemu autorowi, to przecież nie to samo, co podawanie nieprawdziwych informacje ocierających się o hejt. I tak: 

  1. Nazwa „Plateranki” na nazwanie żołnierek 1. SBK jest prawidłowa, zgodna z normami języka polskiego (patrz: Proces. Kłamstwa, mity, dezinformacje i konfabulacje).
  2. Wypowiedź mojej relantki, zanotowana w czasie II Zlotu żołnierek 1. SBK, skarżącej się, że w czasie służby ona i jej koleżanki były molestowane seksualnie, co jest kompatybilne m.in. z raportami I. Sztachelskiej i L. Bibrowskiej, zastępczyń dowódcy 1. SBK do spraw polityczno-wychowawczych (patrz: M. Sokołowski, dz. cyt. Aneksy 41-59). Wypowiedź mojej informatorki była starannie weryfikowana. Wielokrotnie wspominałem o tym na swoim blogu internetowym oraz w różnych publikacjach i książkach, także najnowszych (np. w Procesie… i Tłustych kotach wymiaru sprawiedliwości,) w których zamieściłem obszerny materiał ilustrujący moje ustalenia w sprawie 1. SBK, m.in. fragmenty dokumentów, książek, zdjęć, rysunków, aneksów i nie tylko. Bibliografia Procesu… liczy 28, a Tłustych kotłów… 106 pozycji, nie licząc tytułów prasowych i wydawnictw periodycznych).
  3. W języku polskim kojarzyć można wszystko z wszystkim. Np. M. Szymańskiemu nazwa „Platerówki” kojarzy się z „tirówkami”. M. Szymański wyjaśniał to m.in. sądowi oraz w cyklu felietonów Tyrady zza lady zamieszczanych w gazecie „Południe – Głos Mokotowa, Ursynowa i Wilanowa”.
  4. Mojego przypisu wyjaśniającego w Akcjach specjalnych, iż nie „podzielam poglądów swojej relantki” oraz dlaczego zamieściłem wypowiedź relantki nie było jedynie w liczącym 200 egz. wydaniu sondażowym (była tam jedynie errata załączona na luźnej kartce). W wydaniu podstawowym przypis już był. Patrz: A. Zasieczny Polowanie na pułkownika….
  5. A. Zasieczny, pisarz, dziennikarz, redaktor ok. 1000 książek, właściciel wydawnictwa CB, które wydało 500 pozycji książkowych, niczego nie powielał z Akcji specjalnych. A. Zasieczny Polowanie na pułkownika… napisał na podstawie znajomości raportów I. Sztachelskiej i L. Bibrowskiej, materiałów archiwalnych, książek, materiałów prasowych i telewizyjnych, ale przede wszystkim na podstawie uczestnictwa w każdej rozprawie, których w latach 1996 – 2011 było kilkanaście.

         W portalu Ceneo.pl Henryk Piecuch, nieznany mi autor pisze o mojej ostatniej książce m.in.: „Tłuste koty wymiaru sprawiedliwości i… są setną książką Henryka Piecucha, w której jak w zwierciadle odbija się historia Polski Ludowej ale i pierwszych dekad III RP. Autor jest ostrym krytykiem Peerelu i życzliwym, acz złośliwym obserwatorem Polski współczesnej. Od lat domaga się ujawnienia pełnej prawdy o naszej najnowszej historii. Szczególnie interesują go sprawy utajone, których najwięcej wiąże się z działalnością polityków, służb specjalnych, wymiaru sprawiedliwości, Kościoła, czarnej propagandy i mediów. H. Piecuch, na przykładzie własnego procesu pokazuje, że w okresie transformacji ustrojowej tzw. samooczyszczenie się niektórych środowisk, ważnych dla funkcjonowania demokracji jest mitem. Zblatowanie tzw. szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości z władzą wykonawczą, służbami specjalnymi i mediami doprowadziło do tego do czego doprowadziło. Manipulacje, dezinformacje, prowokacje i przede wszystkim pranie mózgów społeczeństwa widoczne jest jeszcze dziś. Autor Tłustych kotów… marząc, aby w Polsce prawo zawsze prawo znaczyło, a sprawiedliwość – sprawiedliwość, twierdzi że obecnie w Kraju Pieroga i Zalewajki sytuacja jest dobra, ale nie beznadziejna.
Autor przeznacza honorarium za książkę na pomoc dla powodzian.

         Piecuch domaga się ujawnienia pełnej prawdy o naszej najnowszej historii, szczególnie w kontekście spraw utajonych związanych z politykami, służbami specjalnymi, wymiarem sprawiedliwości, Kościołem oraz mediami.

         Dla kogo jest ta książka?

  • Osoby zainteresowane historią Polski Ludowej i III RP
  • Miłośnicy biografii i literatury faktu
  • Krytycy polityczni i społeczni

*   Studenci kierunków humanistycznych i społecznych
Co zyskasz dzięki tej publikacji?

  • Głębsze zrozumienie historii:Poznaj nieujawnione aspekty historii Polski, które mają wpływ na współczesność.
  • Krytyczna analiza:Zdobądź wiedzę na temat zblatowania wymiaru sprawiedliwości z władzą wykonawczą i mediami.
  • Refleksja nad demokracją:Zastanów się nad mitami związanymi z samooczyszczeniem się instytucji w okresie transformacji ustrojowej.
  • Wnikliwe obserwacje: Odkryj złośliwe, ale trafne spostrzeżenia autora na temat współczesnej Polski.

         Kluczowe tematy i obszary

  • Historia Polski Ludowej
  • Transformacja ustrojowa w Polsce
  • Rola mediów i służb specjalnych
  • Manipulacje i dezinformacje w społeczeństwie
  • Polityka i wymiar sprawiedliwości”

 

CZY TE KILKA FAKTÓW Z MOJEGO ŻYCIORYSU SĄ WYSTARCZAJĄCYM POWODEM, BY KIEROWNICTWO WIKIPEDII UZNAŁO, ŻE NIE WYPADA MANIPULOWAĆ MOIM ŻYCIORYSEM?

MOJE GÓRY CZYLI

Góry (definicja AL.) to wyniosłości terenu o znacznej wysokości względnej, charakteryzujące się stromymi stokami i wyraźnie odgraniczone od otaczającego terenu. Mogą to być pojedyncze szczyty lub pasma górskie. 

         ***

         Słowo góra ma 351 synonimów podzielonych na 21 grup znaczeniowych. W odniesieniu do gór (zob. definicja AL.) – 18, a w odniesieniu do sprawowania władzy tylko 14 grup. W tym miejscu zacznę od ostatniego odniesienia.

         Zainspirowany Franzem Kafką pozwalam sobie na strawestowanie wersu wielkiego pisarza z cyklu Rozważań o grzechu, cierpieniu, nadziei i słusznej drodze.

         Nie wiem co zainspirowało Kafkę do napisania rzeczonej przypowieści. Mnie zainspirował prezydent USA Donald John Trump.         Prezydent USA w drugiej kadencji prezydentury jest o wiele bardziej napuszony niż w pierwszej. Sądzi, że zrobił duże postępy w dobru, albowiem jako zawsze nęcący przedmiot czuje się widocznie narażony na wciąż nowe pokusy czyhające z całkiem nieznanych mu dotychczas kierunków. Słuszne jest jednak to wyjaśnienie, że wstąpił w niego diabeł i nachodzi mnóstwo mniejszych, aby służyć dużemu. Te mniejsze diabłu to chociażby Władimir. Putin czy Benjamin Netanjahu. Oni zaczynają grać Trumpowi na nosie. Czekam aż prezydent USA się na nich zdenerwuje. Może uderzy pięścią w walizkę i przywoła ich do szeregu. To byłaby muzyka dla moich uszu.

         A teraz pozwólcie mi przeskoczyć od Kafki i Trumpa do zupełnie innego tematu.

         *** 

         Góry od najdawniejszych dziejów fascynowały człowieka. Mnie także. W Górach Izerskich usytuowałem swoje Macondo. Ale na początek niech idą Tatry. No to ad rem.

         Dlaczego góry fascynują? Na to pytanie najtrudniej odpowiedzieć. Najlakoniczniejszej odpowiedzi udzielają taternicy twierdząc, że „góry po prostą są. I to powinno wystarczyć”.

         Ale, przecież wszyscy muszą być górołazami, dlatego…

 ***

  Może twórcy kultury znają odpowiedź. Poszukajmy odpowiedzi w poezji, prozie, malarstwie i muzyce.  

         Przed wiekami trudno dostępne, dzikie szczyty kojarzyły się w umysłach ludzi z tym, co tajemnicze, groźne, nadzmysłowe – z bóstwami. U wszystkich prawie ludów i w różnorodnych religiach spotyka się “święte góry”. Z tego okresu przetrwały do naszych czasów różnego rodzaju mity. Grecy mieli Olimp i Parnas, Turcy Ararat, Rusini Uszbę, Japończycy Fudżi-jamę, a Tybetańczycy górę gór – Czomolungmę czyli Mount Everest, najwyższy szczyt świata. Również w Polsce na Ślęży, Raduni, Łysej Górze czy Śnieżce odkryto reszki kultów świadczące, że szczyty te były obiektem kultu pogańsko-religijnego. Dla starożytnych dziki krajobraz górski był w wyraźnej opozycji do kanonów antycznego piękna.

         ***   

         Musiały jednak minąć stulecia zanim ludzie dostrzegli w górach oprócz obiektów kultu także głębsze wartości. Hasła powrotu do natury, do przyrody nietkniętej cywilizacją nasiliły się już od połowy XVIII w. Jej prekursorem był J.J. Rousseau wyznaczając przyrodzie ważną rolę w dziele kulturalnego (duchowego) i fizycznego kształtowania człowieka. Nieoceniony wkład w rozwój zainteresowania górami odegrała filozofia oświecenia i związany z nią postęp w naukach przyrodniczych. W góry najpierw ruszyli uczeni a dopiero później artyści.

         W Polsce taką prawidłowość możemy prześledzić na podstawie poznania Tatr, zwanych wówczas także Krapak, Krępek i Karpak.        Ciekawym zjawiskiem jest, że Tatr nie usakralizowały prapolskie obrzędy pomimo, że te góry jak żadne inne z gór polskich nadawały się do różnych kultów. Ale i tak nasze najwyższe góry mają  wyjątkowe miejsce w kulturze polskiej. Możemy to prześledzić w poezji, prozie, malarstwie i muzyce.

         Trzeba jednak wyraźnie podkreślić, że o ile w poezji i malarstwie twórczość tatrzańska dorównywała czołowym osiągnięcia europejskim w tej dziedzinie, to proza i muzyka była znacznie słabsze. 

         ***

         Tatry są najwyższą grupą górską w łuku Karpat z najwyższym szczytem Gierlachem (2655 m npm). Zajmują powierzchnię około 700 km kwadr. Piata część znajduje się w obecnych granicach Polski (najwyższy szczyt Rysy – 2499 m npm), a nad stolicą Tatr polskich – Zakopanym dominuje masyw Giewontu.

         Pierwszym twórcą, który w wierszowanym utworze wspominał o Tatrach  był Adam Schroeter. O Krępaku wspomina również Jan Kochanowski. O Tarach śpiewają w swej pieśni konfederaci barscy:

         Moc innych wiatrów od boskich Tatrów

         Wszystko obali, Polskę ocali.

         ***

         Wszystko to były jednak informacje podawane niejako przy okazji. Pierwszym Polakiem przybyłym w Tatry z zamiarem ich poznania i naukowego zbadania był Stanisław Staszic (1804-1805), który w pracy O ziemiorodztwie i Karpatów i innych gór i równin Polski przetarł szlaki pod turystykę  tatrzańską i przyczyniły się do powstania tak zwanej literatury tatrzańskiej.

         Przykład Staszica zachęcił tych “lubowników krajowidoków”, których nie odstraszały trudy dalekich podróży. Popularne było Morskie Oko, ale ruch był niewielki (około 10 osób rocznie).

         Jednak dopiero romantyzm w pełni docenił piękno Tart. Mickiewicz wymienia Krępak w Pani Twardowskiej i wspomina Tarty w dramacie o konfederatach barskich, a Słowacki wprowadza “Góry Karpackie”, ale są to jednak prace przyczynkarskie.

         ***

         Tatrami na poważnie zajął się Seweryn Goszczyński, poeta, publicysta, uczestnik Powstania Listopadowego, konspirator, łączący sprawy narodowe z Tarami, który od 1832 r. mieszkał kilka miesięcy w Łopusznej, poznawał tatry i pisał Dziennik podróży do Tatrów. Ten rok należy uznać za przełomowy dla polskiej literatury tatrzańskiej. Goszczyński jest także autorem Sobótki – fragmentu nie ukończonego poematu Kościelisko oraz kilka innych utworów.

         Romantyk Goszczyński był pełen podziwu dla miejscowej ludności. W Dzienniku… pisał:

         Tatry straciłyby niezawodnie połowę swego uroku  bez swoich mieszkańców.

         Półtora wieku później myśl poety twórczo rozwinął ks. prof. Józef Tischner w fascynującej pracy o dużym zabarwieniu humorystycznym, pisanej gwarą góralską pt. Historia filozofii po góralski. Profesor, nawiązując do tezy o wielkim wkładzie filozofii w dzieło poznania gór, pisze m.in.:

         Na pocątku wsęndy byli górole,

         a dopiero pote porobiyli sie Turcy i Zydzi.

         Gorole byli tyz pirsymi “filozofami”.

         “Filozof” –  to jest pedziane po grecku.

         Znacy telo co: “mędrol”. A to jest pedziane

         po grecku dla niepoznaki. Niby, po co mo

         fto wiedzieć, jak było na początku?

         Ale Grecy to nie byli Gracy, ino górole,

         co udawali greka. Bo na początku nie było

         Grekółw, ino wsędy byli górole.

         ***  

         W trzy lata po Goszczynskim przybył na Podhale Wincenty Pol, który odnalazł nowe spojrzenie na góry. Wzywając do poznawania górskiej przyrody pisał:

         W góry! w góry, miły bracie!

         Tam swoboda czeka na cię.

         Na szałase do pasterzy,

         Gdzie ze źródła woda bieży;

         Gdzie się serce z sercem mierzy

          I w swobodę człowiek wierzy.

         ***

         Drugą przełomową datą w literaturze tatrzańskiej jest rok 1873. Wiąże się to z powstałą wówczas organizacją Towarzystwo Tatrzańskie, które poszerzyło krąg ludzi znających Tatry z autopsji. Wielu turystów chwytało za pióro. Wielką rolę odegrał Adam Asnyk rozprawiający się zdecydowanie z romantycznym odczuwaniem natury. Poeta – pozytywista postuluje zmianę stosunku do gór i ludzi Pohala. Pisał:

         Że Tarom trzeba bydła, a nie strusi

         Że zapatrzone w niebo wiejskie bębny

         Piękne są – tworząc harmonię pastuszą,

         Do której trzeba dostroić się duszą.

         W twórczości tego twórcy na szczególną uwag zasługuje pięć sonetów pt. Morskie Oko oraz Noc pod Wysoką, w którym zarys oglądanego nocą szczytu poeta porównał do ogromnego gmachu obudowanego rusztowaniami. Asnyk tak to opisuje:

         Zostało jedno wielkie rusztowanie,

         Zbitych granitów grzbiety rozpostarte

         O ile dla Asnyka twórczość związana z Tarami stanowi tylko epizod, to dla Kazimierza Przerwy Tetmajera twórczość tatrzańska stała się najgłębszym przeżyciem. Widzimy to we fragmencie Widoku ze Świnicy do Doliny Wierchcichej, w którym poeta wyznaje:

         Patrzę ze szczytu w dół: pode mną

         przepaść rozwarła paszczę ciemną –

         Patrzę w dolinę, w dal:

         i jakaś dziwna mię pochwyca

         bez brzegu i bez dna tęsknica,

         Niewysłowiony żal (…)

         ***

         Wielka poezja tatrzańska dopiero z Tetmajerem wkroczyła do Tatr. Nikt przedtem oni po nim nie potrafił tak scalić wrażeń słuchowo wzrokowych w swoisty stop malarsko-muzyczny. On pierwszy wprowadził region tatrzański do literatury ogólnopolskiej.

         Podobne motywy podjął również poeta okresu Młodej Polski, dramaturg, prozaik, tłumacz  z literatury greckiej, angielskiej, francuskiej, niemieckiej i skandynawskiej profesor literatury porównawczej Jan Kasprowicz (1860 – 1926), który nie był wolny od symbolizmu. Tatry poznał pod koniec XIX wieku i wielokrotnie do nich wracał. Mieszkał również w Poroninie i w Harendzie koło Zakopanego. Wiele jego utworów powstało – jak sam podkreślał  “w obliczu Tatr”.W jednym ze swoich fundamentalnych dzieł pt. Księga  ubogich, w skład których wchodzi 42 wiersze i Uzupełnienie poeta po długotrwałych poszukiwaniach, po okresach “wadzenia się z Bogiem” i zarzuceniu wątków zbójnickich Janosika i Napierskiego, w miarę poznawania Tar powraca do opisywania ludzi zwykłych, szarych. Równocześnie daje wyraz swojej tęsknocie za umiłowanymi górami. Świadczy o tym już tytułowy utwór Witajcie, kochane góry, który pragnę szerzej zanalizować.

         W wierszy tym uwagę zwraca oryginalne ujęcie podmiotu lirycznego, po raz pierwszy w poezji tatrzańskiej tak wyraźnie zaakcentowanego. Podmiot liryczny zwraca się do przeszłości ale i chwili obecnej. W odróżnieniu od innych twórców, a także wczesnych utworów samego Kasprowicza podmiot liryczny wiersza  wolny jest od cierpień i wyraża radość. Poeta pisząc:

         Witajcie, kochane góry,

         O witaj, droga ma rzeko!

         I oto znów jestem z wami,

         A byłem tak daleko!

Daje do zrozumienia. Że ucieka od cywilizacji w nieskażoną przyrodę, w góry.

         Opisując krajobraz tatrzański ale, w odróżnieniu od wcześniejszych utworów – przyjazny człowiekowi, twórca wyznaje, że nadsłuchuje i rozumie przyrodę. Opowiada o tym w takich słowach:

         Że słyszę, jak szumisz, ty wodo,

         Szeroko i głęboko.

         Tak! chodzę i patrzę, i słucham –

         Zastanawiając się co się zmieniło podmiot liryczny dostrzega zmiany. Zwraca uwagę na przemijanie świata. Zmieniają się i umierają ludzie i przyroda. Mówi o tym fragment wywołujący zadumę, ale bez epatowania tragicznością:

         Nic, jeno w chacie przydrożnej

         Zmarł mój przyjaciel leciwy

         I uschły dwie wierzby na rowem,

         Strażniczki wiosennej niwy.

         Eksponując uczucie miłości człowieka do pejzażu tatrzańskiego poeta unika operowania symbolami. Opisuje świat środkami realistycznymi. Warto zwrócić uwagę na rolę zdań pytających i wykrzyknikowych, np.:

         O jakże tu miło! jak miło! –

         I śledzę, czy coś się tu może

         od kiedyś nie zmieniło?

Te słowa świadczą o zaangażowaniu podmiotu lirycznego.

         Jeżeli chodzi o budowę wiersza to jest ona tradycyjna, klarowna z rymami i podzielona na strofy. Początek i koniec utworu zamykają dwie identyczne czterowierszowe zwrotki.

         *** 

         Na uwagę zasługuje fakt, że choć tematyka tatrzańska okresu modernizmu i Młodej Polski stała się obowiązująca dla młodych poetów, to w ogromniej większości powielali oni dorobek Tetmajera i Kasprowicza. Ich wpływom oparli się jedynie tacy twórcy jak Żuławski, Miciński i Staff. Szczególnie ten ostatni, zafascynowany pięknem krajobrazu tatrzańskiego daje wizję gór będących tłem i areną “igrzysk olbrzymów”.

         Charakteryzując ten okres twórczości tatrzańskiej, zakończony definitywnie w roku 1918 należy podkreślić, że wybitnie malarskie przedstawianie poezji Tetmajera, symbolizm i “codzienność” spojrzenia na Tatry Kasprowicza i dionizyjska pochwała gór w utworach Staffa wydatnie wzbogaciła ten okres  w literaturze polskiej.

         ***

         Okres dwudziestolecia międzywojenne nie przyniósł w literaturze tatrzańskiej rewelacji. Wielcy twórcy, tacy jak Jarosław Iwaszkiewicz, Maria Pwlikowska-Jasnorzewska czy Juliam Przyboś, choć poświecili Tatrom znaczące utwory, to niejako czynili to na marginesie swojej “poważnej” twórczości. Z tego okresu warte odnotowania jest, obok kontynuacji poczucia tradycji nowatorstwo formalne. Oto przykład wiersza Morskie Oko Adama Bieleckiego:

         800 m długości

         400 m szerokości

         Słoneczna atramentowa głębia.

         Trzeba przyznać, że takim utworem trudno się zachwycać. Zaś nowatorstwo Przybosia obrazuje taki fragment:

         w oczach przewraca się obnażona ziemia

         do góry dnem krajobrazu

         niebo strącając w przepaść.

         ***

         W tym okresie w literaturze tatrzańskiej zapisali się również taternicy. Nie był to poezja najwyższego lotu, była jednak oryginalna. Wymienić tu należy Mariusza Zaruskiego, Ferdynanda Goetela, Rafała Malczewskiego (również wybitny malarz) i Jana Józefa Szczepańskiego.

         W Najnowszych latach poeci polscy, łącznie z noblistami Czesławem Miłoszem i Wisławą Szymborską nie byli zainteresowani literaturą tatrzańską, choć ta ostatnia bardzo chętnie odwiedzała Tatry.

         ***

          Aby mieć wyobrażenie o wartości poezji tatrzańskiej należy ją porównać z poezją ogólnopolską. Na tym tle, mimo, że można tu wymienić dziesiątki poetów i setki utworów twórczość miłośników gór prezentuje się  skromnie. Do czołówki można zaliczyć jedynie Tetmajera, Kasprowicza, Micińskiego i Przybosia. Ale i tak wpływ poezji tatrzańskiej na poezję polską był zauważalny.

         ***

         Również proza tatrzańska nie zanotowała wybitnych dzieł, które na trwałe wzbogaciły  kulturę wysoką, aczkolwiek wiele utworów zasługuje na poświęcenie im baczniejszej uwagi ze względu na tematykę dotyczącą ludzi gór i majestatu przyrody. Po Tatrach  chodzili  Kasprowicz, Jalu Kurek i Iwaszkiewicz, Tetmajer i Karłowicz, który u stóp Kościelca znalazł swoją mogiłę. Stefan Żeromski w Zakopanym szukał pierwowzorów literacki do Ludzi bezdomnym.

         Z Tarami był związany Jan Alfred Szczepański i Stanisław Witkiewicz (1851 – 1915), malarz, krytych  i prozaik,  człowiek o niezwykle barwnym życiorysie, ojciec Stanisława Ignacego Witkiewicza. Młodość spędził w Tomsku, studiował w Petersburgu i Monachium. Po powrocie do polski oddał się pracy malarskiej, ilustratorskiej i krytycznej. W 1990 r. osiadł w Zakopanym, a 18 lat później wyjechał do Lovran, gdzie zmarł.

         Jest Witkiewicz autorem licznych prac krytycznych ogłaszanych w “Wędrowcu”, w tym fundamentalnym szkicu o Panu Tadeuszu Adama Mickiewicza, w której zwraca uwagę na pisanie obrazami. Uważając taką metodę za istotną wartość literatury rozwinął ją w utworze pt. Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr, w której zawarł nowatorski sposób “malowania słowem” (pierwodruk w  “Tygodniku Ilustrowanym). W powieści tej, będącej relacją z wycieczki górskiej Witkiewicz połączył z opisami krajobrazu tatrzańskiego oraz refleksją nad życiem, charakterem i mową górali, budownictwem oraz ich sztuką zdobniczą. Podmiot literacki umiejętnie łączy tu socjologiczny dokumentaryzm z literacka kreacją, a “plastykę obrazowania” autor zawarł nie tylko w słowach ale i malarstwie, grafice i rysunkach dołączonych do tekstu ściśle literackiego.

         Ambicją autora Na przełęczy było przetopić naturę na czysty blask światła i barwy w duchu impresjonizmu. Wystąpiło to szczególnie w ukazywaniu pejzażu górskiego w mgłach,  przez które przenika światło, w wodzie, która gdzieś się śpieszy, powietrzu unoszącym specyficzne zapachy i ogniu, którego trudno zapomnieć. Podmiot literacki dał tu, obok innych refleksji znakomity portret Sabały, a w warstwie refleksyjnej heroizował uzdolnienia artystyczne górali, przedstawił poglądy na architekturę, sztukę zdobniczą i mowę górali upatrując w ludowym stylu góralskim źródło odrodzenia kultury narodowej.

         Oto kilka przykładów słownego malowania przyrody Tatr w ujęciu Witkiewicza:

         W powietrzu unosił się zapach rozgrzanych mchów, traw i kwiatów polnych.

         Albo:

         Ta woda wesoła, wściekła, pieniąca się, jasna i przeźroczysta, która gdzieś śpieszy, dokądś pędzi, z tajemniczym pośpiechem, zdaje się być żywą i obarczoną świadomością swego życia i celów.

         Lub malownicze, obrazowe “uczłowieczenie          ognia:

         Ogień, przy którym się przespało, przegwarzyło lub przemyślało noc całą, zdaje się być istotą żywą, czującą; odchodząc go, odwraca się człowiek, aby spojrzeć jeszcze raz, jak na jednego z towarzyszy, którego się z musu opuszcza…

         Mamy tu również przykłady perfekcyjnej personifikacji, wyrażającej się chociażby w takim fragmencie:

         Kosodrzewina rozkładała szeroko grube golenie i zwisała nad rozpadlinami ciemną zielenią; czy: Smrek jest smutny, ceny, wyczekujący, jak gdyby nadsłuchiwał, jak gdyby czegoś się spodziewał (…). Chwila to dziwna, w której smrek przypomina twarz zawsze smutną i ponurą, na której na mgnienie wybłyska uśmiech radośny i jasny.

         W utworze Na przełęczy podstawowym kryterium autora była zgodność estetyczna sztuki z naturą, prawdą i moralnością. Witkiewicz chyba w pełni zasłużył na miano  “ewangelisty Tatr” jakim obdarzyli go współcześni mu twórcy, głosił konieczność konsekwencji wobec przyjmowanych przez artystę założeń formalnych, bo Tatry – ten krajobraz doskonały, objawiający cenne wartości wzbudza afirmację życia i potęguje wolnościowe dążenia społeczeństwa.

         ***

         Atmosfera żadnych gór na świecie nie sprzyjała do tego stopnia powstawaniu poezji, prozy, obrazów i muzyki, co właśnie dzikie i osobliwe Tatry. Dlatego obraz fascynacji górami, ograniczony do poezji i prozy, a więc działań czysto literacki byłby daleko niepełny bez uwzględnienia malarstwa i muzyki.

          Malarze zapewne odczuwali góry podobnie do współczesnym im poetów i prozaików. Jednak przed nimi, obok kolorystycznych, piętrzyły się inne trudności niż w wypadku twórców operujących wyłącznie słowem. Jak bowiem na maleńkim spłachetku płótna, niewielkiej desce lub kartce papieru oddać łamliwą materię skalnej grani? W jaki sposób zaznaczyć niezmierzoną perspektywę, majestat szczytów, mgłę i zamieć, krystaliczną czystość górskiego poranka lub głęboką ciszę, itp.?

         ***

         Trzeba przyznać, że artyści poradzili sobie znakomicie z tymi trudnościami. Jednym z pierwszych polskich malarzy Tatr był Jan Niepomucen Głowacki rysując delikatne i oszczędne pejzaże górskie.

         Tatry obrali za temat swoich prac Wojciech Gerson, Aleksander Kotcis, Leon Wyczółkowski, Władysław Ślewiński, Jan Stanisławski, Zofia Stryjeńska, Władysław Skoczylas, Tadeusz Makowski, Tadeusz Kulisiewicz, Antoni Kenar czy Rafał Malczewski i inni. Ci malarze, aczkolwiek natchnieni tatrzańskim pejzażem i sztuką ludową byli dalecy od  imitacji natury lub stylizacji kultury ludowej. Wręcz przeciwnie, każdy z wymienionych wniósł swój własny wkład w interpretację tego fascynującego zakątka Polski, wzbogacając naszą kulturę narodową.

         Jednym z najoryginalniejszych twórców, ale ciągle niedocenianym był Rafał Malczewski, syn jednego z najwybitniejszych malarzy polskich Jacka Malczewskiego.

         Rafał Malczewski (1892 – 1965), malarz, rysownik, pisarz, felietonista, taternik i narciarz, znakomity popularyzator Tatr wypracował własny styl przedstawiania pejzażu górskiego. Możemy to prześledzić na podstawie jego dzieła Góral z owcami.  (slajd z intern obrazu)

         Ten obraz ma wyraźnie zaznaczone trzy plany. Na pierwszym widzimy postać górala z fujarką, zapewne juhasa i stado pasących się owiec. Drugi plan stanowi fragment wysokogórskiej hala, chatka, być może bacówka na tle turni. Trzeci plan to malowniczo rozświetlona panorama górska  i błękitne niebo. Kompozycja obrazu, po wyraźnym trójkącie oddzielającym poszczególne plany uzupełniona jest w prawym dolnym rogu fragmentem wody, zapewne jednego z licznych stawów tatrzańskich. Zwraca uwagę oryginalna kolorystyka pozwalająca uwypuklić najważniejsze fragmenty dzieła. Malarz posłużył się tu ostrymi, nieprzetrawionymi na palecie farbami olejnymi.

         W tym jednym dziele artysta zawarł tyle informacji, które dobremu poecie wystarczyłyby na pokaźny poemat, a prozaikowi na powieść.

         ***

         Jeszcze przed innymi trudnościami stanęli muzycy nawiązujący do pejzażu tatrzańskiego. Musieli rozwiązać problem: w jaki sposób przedstawić to, co widzialne na dźwięki słyszalne. Wśród wielu kompozytorów biorących na warsztat ten temat jednym z najwybitniejszych był Stanisław Moniuszko (1819 – 1822), kompozytor, dyrygent i pedagog, twórca 9 oper, 3 baletów, 6 operetek, 5 kantat, 1 Mszy, 3 uwertur koncertowych i wielu utworów kameralnych.

         Moniuszko to kompozytor pięknych melodii i bel canta, który, nawiązując do folkloru polskiego wprowadza charakterystyczną dla naszego kręgu kulturowego rytmikę tańców: mazura, krakowiaka i poloneza, a  prostota języka muzycznego łączy się z wysokimi walorami artystycznymi. Część tej twórczości, głównie opery i balet znana jest co najmniej na 4 kontynentach.

         Jednym z największych osiągnięć Moniuszki jest czteroaktowa opera Hala do libretta Włodzimierza Wolskiego. Kompozytor wspiął się na najwyższy kunszt muzyczny rozsławiający jego imię na całym świecie. Szczególnie przejmująco brzmią partie Halki i Jontka, który w arii Szumią jodły na gór szczycie, wypowiadając swój żal do Hanki, nie tylko w słowach nawiązuje do pejzaży Tatr. Słyszymy w tej arii szum halnego wichru a wyobraźnia pod wpływem muzyki dyktuje tam wizję dramatu, którym kończy się opera.