Archiwum miesiąca: lipiec 2025

HOŁOWNIA, ACH! HOŁOWNIA! ZARZĄDZIŁ…

Marszałek zadysponował intronizację Karola Nawrockiego na 6 lipca 2025 r. i to jest dobre, a nawet bardzo dobre. Bo polityków, podobnie jak pieluchy należy zmieniać bardzo często, i to z tych samych powodów.

                   Pamiętam że po 9 maja Stalin, przenosząc nas na zachód, a odbierając Wilno i Lwów oderwał Kraj Pieroga i Zalewajki od wschodu, ale… kazał nam czekać.

                   Czekaliśmy na 4 czerwca 1989 lat czterdzieści i cztery. A liczba 44 w numerologii jest znakiem nadziei i marzeń. Liczba ta występuję także w „Dziadach” Adama Mickiewicza. I spełniło się.

                   Tak, pamiętam gdy po pierwszym, jeszcze kontraktowym Sejmie śpiewano: Nad nami noc. Dokoła noc. I żadne światło się nie pali… Po cóż nam soc, na cóż nam soc? Nam by wystarczył realizm. No a w 1989 r., w wyniku pobrzękiwaniu o parytetach do parlamentu zaczęły pukać niewiasty. Były różne. Niektóre ubrane w eleganckie spodnie typu (wedle A. Wajdy): „Chwyć mnie za dupę”. I to było jeszcze lepsze niż kolejne wybory prezydentów. Bo dupa jak dupa, każdy ma swoją. 

         W tym miejscu filozoficzne aspekty wyrażenia „dupa” wedle T. Stacia: Słowo „dupa” wynalazł uczony radziecki Wołow. Dlatego mówimy „dupa wołowa”. Atoli inni lingwiści twierdzą, że dupę wynalazła Maryna. I oni rozmawiają o dupie Maryni. Dupa, dupeczka, dupeńka toż to nie tylko określenia części ciała z pogranicza anatomii, ale także wyrażenia filologiczne, lingwistyczne, a nawet filozoficzne.

         Dupa pełni ważną rolę w ruchu obrotowym. Wszystko kręci się w ruchu obrotowym. Wiry na Izerze lub Wiśle, a nawet w oceanach. Psy wokół rożna z kiełbaskami. Menele wokół budki z piwem. Politycy, a nawet prezydenci wokół przywódców partyjnych. Ziemia, gwiazdy, galaktyki, a nawet wszechświat. Jednego tylko nie wiadomo: kto kręci tym wszystkim i dlaczego?

         Dupa służy również do przekazywania sygnałów niewerbalnych. Dobrze wymierzony silny kopniak w dupę jest wyrazem uczuć negatywnych wobec adresata takiego gestu.     Dupa może też przekazywać emocje pozytywne, np. całując kogoś w dupę wyrażamy temu komuś głęboki szacunek, uznanie, a nawet miłość. Dupa może spełniać także rolę lizaka. Na szczęście nie wszyscy ludzie są dupolizami, nawet politycy.    Uniwersalność dupy nie kończy się na tym, jest ona bowiem skutecznym pojemnikiem: w dupie można mieć nie tylko pojedynczych ludzi ale całe grupy osób, a nawet wielkie społeczności, państwa czy kontynenty.

         Dupa służy nieraz jako etalon: wiele rzeczy jest do dupy, tym samym dupa spełnia rolę uniwersalnego wzorca porównawczego. W dupę (lub po dupie) można również dostać. Tym razem czynność ta wyraża więzi emocjonalne między rodzicami, kochankami, a nawet kochającymi się małżeństwami, nie mówiąc już o pracownikach najemnych, żołnierzach i żołnierkach itp.

         Prócz tego dupa spełnia wręcz rolę siedliska. Powiadamy bowiem: „siadaj na dupie”. Często z dodatkowym poleceniem uzupełniającym, jak np.: „(k…), siedź cicho”. Określenie „dawać dupy” funkcjonuje w dwóch znaczeniach: erotycznym i wartościującym. Jednak „ściągać kogoś z dupy” tylko w tym pierwszym przypadku. Można ponadto chronić swoją lub czyjąś dupę. To kolejny raz potwierdza ważność dupy w otaczającej nas nieciekawej rzeczywistości. Zabrać się do czegoś „od strony dupy” oznacza podejście niewłaściwe, od końca. Dupa funkcjonuje tu jako synonim odwrotności.      Dupa spełnia niekiedy rolę uchwytu. Można bowiem trzymać się czyjejś dupy. Określenie to nie oznacza braku równowagi, ale tylko braku samodzielności.

         No to tak sobie myślę, że Kraj Pieroga i Zalewajki to jest taki dziwny margines Europy, w którym możliwe jest wszystko, nawet zmiany na lepsze. Ale, póki co znowu zaczynam źle się czuć z historią dziejącą się na moich oczach. Coś za dużo myślę. Mój duch na rozżarzone węgle gołą dupą siadł. Myśli mam sine, godność stłuczoną, marzenia powybijane, ego pęknięte, wolę zwichniętą, i na sercu otwarte złamanie. A do czaszki myśl Orwella kołacze: „Ci którzy głosują na idiotów, nieudaczników, oszustów i zdrajców nie są ich ofiarami, ale wspólnikami”. Nie usprawiedliwiam takich poczynań, ale wiem, że włożenie róży do tyłka nie zrobi z dupy wazonu. Więc zapisuję tylko to, co ktoś interesującego powiedział. Nie, nie wiem jak będzie teraz, ale wiem, że jeżeli będę miał rację dzień wcześniej od innych, to przez dobę będę uchodził za idiotę. Tak było, gdym pisał Tłuste koty wymiaru sprawiedliwości i… przypomnijmy niewielki fragment:                      

                   Inwokacja

        – Polsko! Ojczyzno moja! Kraju w którym coś autorytarnego śmierdzi, a nikt nie wie co.

        Prezydent nie wie.

         Premier nie wie.

        Ministrowie i posłowie nie wiedzą.

        To, k…, ja mam wiedzieć?

                         Prezydentów ci u nas dostatek. A co jeden to lepszy. I wszyscy z prawdomównością na bakier. Zobaczmy jak się zapisali w annałach historii:

        JE Lech Wałęsa: Nie chcem, ale muszem;

                  JE Aleksander Kwaśniewski: świętym goleniem i drabiną sejmową, na nieszczęście lub szczęście wprowadził nas do NATO i Unii Europejskiej i dał Polsce Konstytucję, w której dla prezydenta zapisano nie najlepsze prerogatywy, gdyż nie może rządzić, ale może za to przeszkadzać premierowi w rządzeniu;

                  JE Lech Kaczyński: powiedzeniem „spieprzaj dziadu”;

        JE Bronisław Komorowski: orłem czekoladowym i niepotrzebnym, bo z kretyńskimi pytaniami, referendum;

                  JE Andrzej Duda: charakterystycznymi minami, pauzami dłuższymi niż utwór 4’33” Johna Cage’a oraz majdrowaniem przy zmienieniu prawa i wyręczaniem wymiaru sprawiedliwości.

                   ***

                   Dopisek w przededniu zejścia JE.A.D. z prezydentury: Nareszcie!!! Nie mogłem się doczekać na, a jakże, także doktora, Karola Nawrockiego!!! Bom także, wykształcony ponad miarę własnej inteligencji. Także brałem udział w >ustawkach<, a jakże, także uprawiałem boks, także biegałem, a i nie tylko targałem worki z cementem, ale także cierpliwie znosiłem fanaberie „swoich” prezydentów. Może dr K.N. będzie musiał, podobnie jak jego poprzednik, poważnie traktować chimery J.K. 

                   Podobno eks-JE A. Duda napisał rewelacyjną książkę, oczywiście na miarę swojej rajcownej prezydentury. Nie wiem jakie to będzie dzieło, ale już się cieszę na ekscytującą lekturę. Podobno w pisaniu pomagał mu jakiś dziennikarz. Przypomniało mi to aforyzm S. Leca „Analfabeci muszą dyktować”.

                   Tym bardziej że już jakieś, nieznane mi bliżej łachudry, wycofują z rynku „niesłuszne” publikacje, być może dlatego aby robić plac na opus magnum „omc” eks-prezydenta, który, być może marzy o zostaniu premierem.

                   I tak sobie marzę, a przypominając ostre napaści naszych rodzimych nazioli na Germanów sięgam pamięcią do 1966 r. i sławetnego litu biskupów Kraju Pieroga i Zalewajki do biskupów Germańskich przebaczających zbrodnie niemieckie na Polakach i Polce i proszących o przebaczenie…. Przebaczenie? A o co? Konkretnie tego nie wyjaśniono. Może żeśmy z mało, albo za dużo Niemców zaciukali w czasie wojny? Więc ścibolę kolejną oniriadę, którą może kiedyś ogłoszę, albo i nie ogłoszę… Bo jedyne co mnie przed tym zatrzymuje to konkretne paragrafy KK o mowie nienawiści.

                   Azaliż mam nadzieję, że JE A.D, po opuszczeniu fotela przeznaczonego dla „Głowy Kraju Pieroga i Zalewajki” w swoim pisanym albo dyktowanym prozą prezydenckim raptularzu wyartykułuje i podostrzy swoje, i tak niemałe ego, i w oczach akolitów urośnie tak bardzo, że będzie mógł na kolanach Tenzi-nem Księżyc czyścić.                 

                  No to tyle dopisku. Lećmy dalej z tym co napisałem w Tłustych kotach…: Ludzie mówią, że kochają uchodźców, a na bramach wieszają tablice: „Uwaga! Złe psy!”

                  W czasie różnych klęsk żywiołowych większość społeczeństwa pomaga jak może, ale łotry nie wahają się kraść, rabować i zarabiać na nieszczęściu innych;      

                  – wszystko jest płatne, najtańsze jest oddychanie, a najdroższe usługi kościelne;

        – ziemia tu i ówdzie zapada się, a w otchłań wpadają nawet cmentarze;     

                          – ludzie kombinują jak rządzących złodziei powiesić za nogi na przydrożnych latarniach jednak na poduszkach haftują portrety przywódców;

                 – z akordeonu mogę wydobyć jedynie marsz ku czci zawołania: gloria victis i parafrazę chryzantem (opublikowaną w Tłustych kotach…);

         – obywatele krzyczą na siebie bez przerwy, a ludzie są tak agresywni, że psy, nawet pitbulteriery boją się wychodzić na ulice.             Tak, kiedyś nie mogłem zrozumieć jak tę mendy z XIII wieku mogły doprowadzić Polskę do upadku. Dziś włączam telewizję i widzę, i wiem, i strach mnie ogarnia, bom stary dziaders i „kałacha” utrzymać w rękach nie dam rady..

 

         ***  

         Wierząc Wolterowi twierdzącemu, że: „Historia wielkich wydarzeń na tym świecie zaledwie jest historią jego zbrodni” zapisałem się do „potężnego obozu zdrady narodowej” i zmajstrowałem Tłuste koty wymiaru sprawiedliwości i… To „i” jest bardzo ważne, oznacza różne patologie, a nie tylko wynaturzenia wymiaru sprawiedliwości.

         PS

         Kiedyś, dawno, bardzo dawno temu gdym wymyśliłem nazwę – Kraj Pieroga i Zalewajki na określenie kraju nad Wisłą i Odrą zwymyślano mnie od najgorszych, wyzywano od faszystów, imbecyli, homofonów czy antysemitów, ale i Żydów… „Jakże to – przekonywano – Polskę, w której roi się od marksistów i metamarksistów, która była „pawiem i papugą narodów”, ale już nie jest, bo zlikwidowano analfabetyzm, przeprowadzono reformę rolą odbudowano Warszawę, zagospodarowano Ziemie Odzyskane. Polskę, w której panuje wszechwładna demokracja, najpierw socjalistyczna a następnie jeszcze lepsza… sprowadzać do roli pieroga!” No to popatrzcie jeno szkalownicy: Sławosz Uznański-Wiśniewski zabrał w kosmos właśnie pierogi. Rozsławił je na cały świat. Może następny kosmonauta zabierze zalewajkę? Może i wyrażenie „Kraj Pieroga i Zalewajki” nie będzie budził pejoratywnych skojarzeń? Może? W takim razie kolejny aforyzm S. Leca: „Realizm socjalistyczny uniemożliwił nam wiarę w realny socjalizm”. To może dobrze, a może źle? Obu zwaśnionych plemion nad Wisłą i Odrą chyba nikt z krajowców nie zdoła pogodzi. Cala nadzieja w D. Tumpie i W. Putinie.    

 

PRZYPOMNIENIE ZMARNOWANEGO ZWYSIĘSTWA.

Przyczyny, przebieg i znaczenie Bitwy pod Grunwaldem [15 lipca 1410 r.]

         W najnowszej historii Polski możemy znaleźć wiele informacji dotyczących Krzyżaków, wielkiej wojny z zakonem krzyżackim, a przede wszystkim, związanej z tym bitwy pod Grunwaldem.

         Tak duże zainteresowanie tym tematem może wskazywać, że albo była to przełomowa bitwa, która odegrała ogromną rolę nie tylko w dziejach Polski, ale i Europy, albo były jakieś inne przyczyny, które sprawiły, że bitwa ta, i oczywiście Krzyżacy, tak trwale zapisali się w pamięci wielu pokoleń Polaków.

         ***

         Ale chyba nasza wiedza, zarówno na temat Krzyżaków, jak i samej bitwy, nie jest wielka. W naszej świadomości funkcjonuje wiele mitów i legend, pomieszanych z faktami. Przecież mamy kłopoty już z samą nazwą. Wiemy wprawdzie, że Krzyżacy to zakon krzyżacki, a nazwa wzięła się od czarnych krzyży noszonych przez rycerzy zakonnych na białych płaszczach, ale jest to nazwa potoczna. Prawidłowa zaś brzmi: Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego.

          Jednak bitwa, choć wielka i krwawa, nie miała przełomowego znaczenia nie tylko dla Europy, ale nawet dla Polski. Była natomiast szeroko wykorzystywana w ciężkich dla Polski i Polaków chwilach w myśl wymyślonego przez Henryka Sienkiewicza hasła: “Dla pokrzepienia serc”.

         Powstanie zakonu i sprowadzenie Krzyżaków do Polski

         Zakon powstał w 1190 r. W Ziemi Świętej dla prowadzenia miejsc odpoczynku i szpitali dla pielgrzymów odwiedzających miejsca związane z życiem Jezusa.

         W 1211 r. król węgierski, chcąc zapewnić sobie ochronę pogranicza zaprosił Krzyżaków do siebie. Oni, zamiast ochraniać, grabili budując własne państwo, co zdenerwowało króla, który w 1225 r. Przepędził ich z Węgier.

         Krzyżaków, na czele których stał wielki mistrz, sprowadził do Polski książę Konrad Mazowiecki, by bronili Mazowsza i Kujaw przed najazdami pogańskich Prusów i Jadźwingów.

         W 1226 r. książę nadał im ziemię chełmińską, którą rycerze zakonu mieli traktować jako miejsce do zbrojnych wypraw na teren Prus. Krzyżacy rozpoczęli działalność od sfałszowania dokumentu książęcego [tzw. przywilej kruszwicki]. Falsyfikat posłużył im jako podstawa prawna do budowy własnego państwa.

         Od 1309 r. Główną siedzibą wielkiego mistrza stał się wzniesiony nad Nogatem zamek w Malborku.

         Działalność Krzyżaków przeciwko Polsce

         W latach 1233 – 1278 Krzyżacy podbijają ziemie Prusów. W 1237 r. wchłonęli inflancki Zakon Kawalerów Mieczowych, co było wzmocnieniem sił wielkiego mistrza i pozwoliło mu określić kierunek dalszej wypraw na Litwę i Żmudź.

         Wykorzystując kłopoty Polski związane ze zjednoczeniem [przełom XIII/XIV w.]  w 1309 r. Krzyżacy zajęli Pomorze Gdańskie z ważnym dla Polski ujściem Wisły.

         Do codziennych praktyk rycerzy zakonnych należały rabunki, rozboje i gwałty popełniane na miejscowej ludności. Taka działalność stwarzała coraz liczniejsze konflikty i zmierzała w kierunku wojny.

         Próby rozwiązania konfliktu metodami pokojowymi

         Odnowiciel państwa polskiego, król Władysław Łokietek usiłował, poprzez proces [m.in. w latach 1320-1321 w Inowrocławiu] rozwiązać sporne problemy. Wobec kłamliwej polityki zakonu, starania te nie dały rezultatów. W dodatku, w wyniku wojny [1329-1332] Polska straciła ziemię dobrzyńską i Kujawy.

         Nieco inaczej postąpił następca Łokietka, król Kazimierz Wielki, który w 1343 r. zawarł z Krzyżakami “wieczysty pokój”, na mocy którego Polska odzyskała ziemię dobrzyńską i Kujawy, ale zakon uzyskał potwierdzenie praw do Pomorza i ziemi chełmińskiej.

         W tym czasie Polska była jednak zbyt słaba, aby pozwolić sobie na generalną rozprawę z zakonem. Potrzeba było czasu na wzmocnienie i mobilizację sił.

         Zagrożenie krzyżackie miało jednak i dobrą stronę – popchnęło Polskę do zbliżenia z pogańską Litwą.

         W 1385 r. w Krewie zawiązano unię polsko-litewską [książę Jagiełło, w zamian za rękę królowej Jadwigi, spadkobierczyni praw Piastów I Andegawenów do tronu polskiego, oraz za królewską koronę, zgodził się przyjąć wraz ze swymi poddanymi chrzest i przyłączyć Wielkie Księstwo Litewskie do Królestwa Polskiego]. Było to jedno z wielkich wydarzeń w naszych dziejach. Jagiełło obiecywał: “wszelkie ziemie zagrabione i straty Królestwa Polskiego oderwane przez czyje ręce i zajęte odzyskać”.

         Wojna

         Po zawarciu unii polsko-litewskiej, wobec brutalności Krzyżaków, interesy obu stron były tak sprzeczne, że stało się jasne, iż metodami pokojowymi nie da się ich rozwiązać.

         Wojna była jedynie kwestią czasu. Obie strony, mobilizując posiłki, szukając sojuszników, szykowały się do generalnego starcia.

         Pretekstu do wojny dostarczyło powstanie antykrzyżackie [wiosna 1409 r.] na litewskiej Żmudzi, z której wypędzono Krzyżaków.

         Zakon  rozpoczął przygotowania do ukarania buntowników. W lipcu 1409 do Malborka przybyło poselstwo polskie ostrzegające Krzyżaków, że atak rycerzy zakonnych pociągnie za sobą akcję zbrojną Korony.

         W odpowiedzi wielki mistrz zakonu Ulryk von Jungingen wypowiedział wojnę na piśmie, a jego zbrojni najechali polskie pogranicze.

         Polacy nie byli jednak jeszcze gotowi do przyjęcia wyzwania krzyżackiego. Przyjęli więc zaproponowany przez Ulryka rozejm do 24 czerwca 1410 r.

         Rozpoczęła się wojna dyplomatyczna. Obie strony werbowały sojuszników. Po stronie zakonu opowiedzieli się m.in. książęta pomorscy i śląscy i, co było najważniejsze, Luksemburgowie – król czeski Wacław IV i jego brat Zygmunt, władca Węgier, który obiecał wielkiemu mistrzowi zaatakować Polskę od południa.

         Ale i Jagiełło nie był w ciemię bity. Pokój, zawarty z Wielkim Księstwem Moskiewskim gwarantował bezpieczeństwo wschodnim granicom Litwy.

         Układ z Dżelał Eddinem [pretendent do godności chana tatarskiego] zabezpieczał pogranicze południowo-wschodnie.

         Poparcie obiecali książęta Mołdawii i Wołoszczyzny oraz mazowieccy i płocki.

         Duże znaczenie dla wyniku najważniejszej bitwy miała tajna narada w Brześciu nad Bugiem z udziałem Jagiełły i księcia Witolda, na której uradzono wykonać wyprzedzające uderzenia, którego pierwszym celem będzie Malbork.

         Rezultatem narady było rozpoczęcie intensywnych przygotowań na niespotykaną dotąd skalę. Gromadzono zapasy żywności, kupowano uzbrojenie, z zagranicy ściągano rozproszone po europejskich dworach sławne polskie rycerstwo.

         Duże znaczenie miało podjęcie decyzji o budowie pierwszego w dziejach w tej części Europy mostu pontonowego przez Wisłę pod Czerwińskiem.           

          Przygotowania do decydującego starcia

         Zaraz po zakończeniu rozejmu [24 czerwca wieczorem] Polacy spalili sporo wiosek koło Torunia, a Litwini spustoszyli kilka posiadłości zakonnych, dając wyraźny sygnał Krzyżakom, że rozejm się skończył i pora dobywać mieczy.

         Wielki mistrz, nie mogąc się zorientować skąd nadciąga przeciwnik, a tym samym skoncentrować własnych rycerzy do odparcia przeciwnika, zaproponował Jagielle przedłużenie rozejmu o 10 dni.   Król przystał na propozycję, bo dawała mu ona możliwość zgromadzenia własnych sił pod Czerwińskiem.

         W otoczeniu wielkiego mistrza krzyżackiego, działał szpieg Jagiełły. Był nim osobisty medyk Ulryka von Jungingena.

         Szpieg ten miał przekazywać Krzyżakom fałszywe informacje oraz informować Jagiełłę o poczynaniach Krzyżaków. Udało się zmylić Krzyżaków.

         Świadczy o tym fakt wyciągnięcia od Zygmunta Luksemburczyka wielu sławnych rycerzy, którzy wzmocnili siły Korony oraz to, że Krzyżacy oczekiwali sił Jagiełły w Świeciu nad Wisłą, by bronić Pomorza Gdańskiego. Dało to możliwość Jagielle do zakończenia koncentracji wojsk w ściśle wybranym miejscu, ukończenia mostu pontonowego oraz zmyliło wielkiego mistrza co do faktycznych zamiarów polskiego władcy.

         W taki sposób 15 lipca 1410 r. doszło do jednej z największych bitew średniowiecznej Europy. Na polach grunwaldzkich, wedle nie do końca wiarygodnych danych, stanęło naprzeciw siebie, ze strony Krzyżaków – ok. 21 tys. konnego rycerstwa, 6 tys. pieszych i artylerzystów oraz 5 tys. czeladzi, pod dowództwem wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena.

         Przeciwko nim, w ściśle określonym szyku ustawiły się połączone siły polskie, litewsko-ruskie i wspomagające je oddziały czeskie, mołdawskie oraz smoleńskie.

         Dowodził król Władysław Jagiełło.

         Siły Korony liczyły w sumie ponad 34 tysiące żołnierzy. Jednak ich słabością był fakt, że tylko rycerstwo polskie dorównywało w pewnym stopniu uzbrojeniem i wyszkoleniem ciężkiemu rycerstwu krzyżackiemu, które reprezentowało wówczas najwyższy poziom europejski.

         Większa liczebność wojsk polskich zrównoważyła lepsze uzbrojenie i wyszkolenie wojsk krzyżackich.

         Pierwszym zgrzytem w koalicji Korony, o którym wspomina m.in. Jan Długosz, była dwukrotna próba wycofania się bez wiedzy króla z pola bitwy ok. trzystu najemnych żołnierzy czeskich.

                  Trzy fazy bitwy:

  1. Bój rozpoczęła lekka jazda tatarska atakując umocnienia krzyżackie na polu bitwy. Legenda głosi, że były tzw. wilcze doły. Nie jest to sprawdzona informacja, a Krzyżacy mieli zbyt mało czasu, aby je przygotować. Poza tym to nie tylko wielki mistrz wybierał teren bitwy, którego ścisłych granic nie określono do dziś.
  2. Ta faza bitwy rozpoczęła się późnym przedpołudniem atakiem jazdy krzyżackiej. Krzyżakom udało się odepchnąć wojska litewskie (40 chorągwi), walczące pod wodzą Witolda. W historii fazę tą określa się mianem ucieczki Litwinów. Inna wersja przekonuję, że był to manewr pozorny, mający na celu związanie w pościgu jak największych sił Krzyżackich.
  • O losach bitwy decydowała faza trzecia. Stanowił ją atak polskiej ciężkozbrojnej jazdy (50 chorągwi). Dzięki temu rozerwano zasadnicze siły krzyżackie oraz umożliwiono przeprowadzenie decydującego ataku lekkiej jazdy i ukrytej w zaroślach i lesie piechoty.

                  Zwycięstwo

         W sześciogodzinnym boju, którego przebieg chyba najlepiej opisał Jan Długosz,  przewagę od początku miały siły Jagiełły. No, może z niewielkimi kłopotami w fazie II, w której nieco zaskoczone siły zbrojne unii polsko-litewsko-ruskiej dały się zepchnąć do defensywy.   Zwycięstwo Korony było pełne.

         Zabito 8 tys. Krzyżaków, w tym większość starszyzny zakonnej, a 14 tys. dostało się do niewoli.

         Wielu historyków twierdzi, że wynik bitwy pod Grunwaldem miał zasadniczy wpływ na stosunki polityczne w ówczesnej Europie, ale Polska chyba nie w pełni wykorzystała szansę jaką dawało zwycięstwo.

         Co prawda sukces Rzeczpospolitej ostatecznie załamało potęgę zakonu i wyniosło dynastię jagiellońską do rangi najważniejszych na kontynencie ale sukces, odniesiony głównie siłami polskimi, spowodował poważny kryzys w stosunkach polsko-litewskich.         Sukces, który być może przestraszył króla i zadecydował o  jego nadmiernie ostrożnej postawie. Nie można przecież wykluczyć, że Jagiełło obawiał się nazbyt mocnego wzrostu znaczenia Polski w unii (która i tak była stroną silniejszą) i dlatego opóźnił pościg za niedobitkami wojsk krzyżackich. Miało to fatalny skutek. W efekcie nie zdobyto twierdzy krzyżackiej – Malborka, a zawarty w Toruniu pokój [1 lutego 1411 r.] nie wykorzystywał szans danych przez zwycięstwo grunwaldzkie.

         Nowe elementy w dziedzinie sztuki wojennej

         Ważnym elementem ze strony Jagiełły było zbudowanie do przeprawy przez Wisłę mostu pontonowego [inne pułapki zastosowane w bitwie przez króla np. opóźnianie rozpoczęcia bitwy poprzez pasowanie ok. tysiąca rycerzy, wysłuchanie dwu mszy świętych, spokojna odpowiedź na prowokacje krzyżacką w postaci przyjęcia dwóch przysłanych mieczy, a wszystko po to, by zdenerwować wroga, sprawić, by w palącym słońcu, ciężkozbrojne rycerstwo zakonu poczuło zmęczenie już przed bitwą, są znane od czasów starożytnych].

         Natomiast ze strony Ulryka von Jungingena ciekawostką było wprowadzenie do bitwy w otwartym polu dział, które do tej pory były zazwyczaj wykorzystywane jedynie w oblężeniach.

         Ta ostatnia niespodzianka nie przysporzyła jednak większych kłopotów wojskom króla polskiego, albowiem był on [niewykluczone, że dzięki szpiegowi umiejscowionemu przy mistrzu krzyżackim] na nią przygotowany i przez odpowiednie ustawienie sił własnych ograniczył straty do minimum.

         Po bitwie zanotowano powolny upadek znaczenia zagranicznych wojsk zaciężnych (wielu zaproszonych przez zakon znanych rycerzy z Europy Zachodniej widząc nierówne siły i przeczuwając klęskę nie przyjechało na pole bitwy).

         Rzadką rzeczą w historii wojen światowych był gest Jagiełły, który kazał odnaleźć zwłoki wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena i co ważniejszych braci oraz odesłać je z honorami do Malborka.

         Trofeami wojennymi było 51 chorągwi krzyżackich.      Szczegółowy ich opis wraz z ilustracjami podał Jan Długosz.

         Część chorągwi została przyznana księciu Witoldowi. Te, które trafiły do wawelskiej katedry zostały w 1797 r. wywiezione przez Austriaków do Wiednia i ślad po nich zaginął.

         W 1937 r. na podstawie opisów z dzieła Długosza, chorągwie zostały zrekonstruowane i umieszczone na Wawelu. Podczas okupacji Niemcy wywieźli je do Malborka.

         Kolejnym trofeum były dwa miecze ofiarowane Jagielle przez Krzyżaków. Przechowywane były w wawelskim skarbcu, później trafiły do różnych kolekcji, a w 1853 r. zostały wywiezione do Rosji i ślad po nich zaginął.

         Z licznych łupów zdobytych na Krzyżakach po bitwie pod Grunwaldem, do dnia dzisiejszego zostało niewiele. Głównie mity, legendy i garść faktów.

         Wykorzystanie bitwy pod Grunwaldem przez Rzeczpospolitą

         Zwycięstwo było inspiracją dla Jana Matejki do namalowania sławnego obrazu “Bitwa pod Grunwaldem” [1878 r.].

         Matejko przedstawił na swoim ogromnym płótnie taką ilość detali, że aby je zebrać trzeba by napisać księgę.

         Drugim dziełem związanym z bitwą pod Grunwaldem, jest książka, powieść Henryka Sienkiewicza “Krzyżacy” [1900 r.]. Dzieło to wprowadza nas w klimat początku XV w., ale napisane było “dla pokrzepienie serc”. Przedstawiony przez Sienkiewicza, sam opis bitwy jest dość uproszczony, to jednak i on robi imponujące wrażenie. Jednak zwycięstwo grunwaldzkie upamiętniano przede wszystkim pomnikami, nadawaniem nazw ulicom, placom i innym obiektom.          Jednym z najistotniejszych pomników jest pomnik postawiony u zarania niepodległości, na 500 lecie zwycięstwa [1910 r.] w Krakowie. Interesujący jest słynny kopiec grunwaldzki w Krakowie, a także fakt, że w czasie odsłonięcia pomnika wykonano po raz pierwszy “Rotę”, słynną patriotyczną pieśń do słów Marii Konopnickiej.

         Bitwa pod Grunwaldem stanowi ważny rozdział w naszej historii. Jeżeli jednak ktoś z czytelników doszuka się dalekich paraleli sytuacji Polski przed grunwaldem z sytuacją dzisiejszego Kraju Pieroga i Zalewajki to nie będą protestował.   

 

 

PS

Komentarze, uzupełnienia, ewent. obsobaczenia proszę kierować pod adresem:

 

hp.piecuch@gmail.pl