Miesięczne archiwum: luty 2024

RAPUJĄCY PROROK

Po stworzeniu „koalicji 15 października” do Kraju Pieroga i Zalewajki zawitał Prorok biegły w kognitywistyce i upełnomocniony w takim stopniu, że nawet Ezechiel mógłby u niego brać korepetycje.

      Tak, to był w dodatku szatańsko wizjonerski Prorok, bo rapujący.

      On to, mając opanowany soft computing, a nawet hard computing włóczył się po Warszawce kasując firmy, dyspozytury, agendy i komendantury pisowskiego ancien regime, a uzdrawiając ludzi i instytucje nie zapomniał nawet o „Dobrej Zmianie” czy o „Ryżej Wronie”.

      Na początek zaczął, co zrozumiale od pupilka czyli PAD. Czyli Jego Ekscelencji Głowy Rzeczypospolitej Polskiej, która raz po raz udowadnia, mimo wysiłków, że o lata świetlne odległa jest od, nawet uproszczonej definicji artificial intelligebce (AI).

      Ta definicja wskazuje, że jest to zespół zdolności umysłowych umożliwiających jednostce uczenie się, sprawne korzystanie z nabytej wiedzy oraz skuteczne zachowanie się wobec nowych zadań i sytuacji. Przeto nie dziwotą jest, że przemówienia, orędzia i wywiady JE POD wyglądają niekiedy jak wymłócona słoma.

      Zaś niekiedy kapryśnie JE PAD mylą się stolice, nawet nie zagraniczne, a Europejskie i, radosny niczym butelka Poloneza, zamiast popierać Kijów opowiada się za Moskwą, ale także za tzw. amerykańskim dzieckiem zimnego chowu, mianowicie za Donaldem Trumpem…

      JE PAD ma sporo zalet, takich jak: podróże, wieczny odpoczynek w uprzywilejowanych warunkach, jazda na nartach, pławienie się w morzu, skrobanie, licowanie, korespondowanie na Twitterze z Ruchadłem Leśnym lub Gejową Łafką z sosny, przytulanie i misiowanie z ewidentnymi, skazanymi przez sądy RP osobnikami, których w imię przyjaźni nazywa kryształami i ułaskawia od kary,  itp. Ale stałość i mądrość do nich chyba nie zawsze należą, albowiem JE PAD nie zawsze wie jak było, ale na pewno wie jak nie było.

      Nic więc dziwnego, że z marszu pod nóż proroka poszedł „czternastodniowy ideologiczno-partyjny rząd dyplomowanego, bo usankcjonowane wyrokiem sądu, Kłamczuszka – Mateusza Morawieckiego”.

      Kasowanie tego zadziwiającego tworu trwało co nieco. No, kapkę dużej niż mrugnięcie powieką, bo dwa tygodnie. Ale co w tym czasie „dwutygodniowcy” nabroili to nabroili.  

      Co o tym myślę? Podeprę się tu frazą „Ze Słowackiego”: „W dupie mam każdego mądralę, którego poruszają idee, a nie ludzie”.

      Dalej działanie Proroka biegło nieco szybciej. W taki sposób w Kraju Pieroga i Zalewajki rozpoczęła się, wzorowana na Herodzie Wielkim „rzeź niewiniątek”.

      W tym procederze, który zadomowił się w Kraju Pieroga i Zalewajki na dobre istotną rolę miają odegrać specjalne komisje sejmowe usiłujące wyjaśnić ab ovo to i owo z pisowskiego ancien regime. W tym działaniu na czoło wysuwało się „zwinięcie” dywanika spod drzwi putinowskiego agenta wpływu specjalnego dywanika zamaskowanego w formie wycieraczki, a będącego w istocie rzeczy kontenerem (skrytką) wywiadowczą służącą wymianie informacji szpiegowskich w relacji: agent wpływu – rezydent Służby Wywiadu Zagranicznego Federacji Rosyjskiej w Warszawie.

      Solą w oku Proroka rapujacego była także KurWizja, Polskie Radio z przybudówkami i Polska Agencja Prasowa, Pegasus, afera wizowa, no i tzw. wymiar sprawiedliwości. Skonfundowany wieszczbiarz pobłogosławił więc komisję, a resztę usiłował skasować zaraz po anihilacji rządu Kłamczuszka.

      Potem rap-prorok na nic innego się już nie rozpraszał.

      ***

      Wieszczbiarz- wizjoner chodził i kasował. A kasując rapował w myśl słów przemyślnie ułożonych przez Adama Kaczanowskiego:

      ”Gapią się na mnie jak na syrenę

      Myślą odjebie tu jakąś scenę

      Pokaże cycki czy wypnie dupę

      A my ze śmiechu padniemy trupem”.

      I lud padał trupem.

      ***

      Jako pierwsi dostąpili tego zaszczytu Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, a potem poniektóre prokuratorki i sędziny, i prokuratorzy oraz sędziowie z Zbiorowej stajni, i przeróżnego rodzaju aferzyści, manipulatorzy i pospolici krętacze.

      Wizjonerski Prorok rapujący nie przepuścił rzecz jasna posłankom i posłom, ministerkom i ministrom, dziennikarkom i dziennikarzom itp., itd., et cetera.

       Prorokowi upełnomocnionemu w takim stopniu, że nawet Ezechiel mógłby u niego brać korepetycje na wspomnienie pisowskiego ancien regime grzał się mózg, bolały go nogi i ręce, czuł mdłości i odruch wymiotny gdyż nie widział co go czeka od „Ryżej Wrony”, a musiał… musiał czyścić stajnię Augiasza zostawioną przez JarKacza et consotes.

       A JarKacz to nie byle kto! On to wyznaje nieskomplikowaną zasadę: jak kraść to miliony, jak dupczyć to księżniczki.  Tak, JarKacz, będąc tak strasznie polskim, tak wielkim, tak nadludzkim, o tak rozległych horyzontach zazwyczaj siedzisz przed kotem ponury i mroźny jak Morze Północne w najgorsze sztormowe dni. Mimo to jego bagienna uroda, spolegliwy charakter, wdzięk i bezpretensjonalność sprawiają, że ludzie PiS chętnie dają mu się ogolić brzytwą. Ostatnio dobitnie przekonali się o tym spolegliwy (bo wszak to wybitny filozof) prof. Legutko i krnąbrny eks-sędzia Wojciechowski, który razem z działaczką PiS Pawłowską pokazali „Ojcu Ojczyzny” gest, teraz już nie Kozakiewicza, ale Maruszą Kamińskiego.

      ***

      W końcu rapujący Prorok doszedł w pobliże Pałacu Prezydenckiego, dawniej Pałacu Namiestnikowskiego.

      Przed wejściem na dziedziniec pałacowy zoczył szlochającego profesora Andrzeja Zybertowicza.

      Doradca siedział pod jednym z dwu kamiennych lwów. Lwów pilnujących aby jakiś menel, albo inny wąsik, Głowy Rzeczpospolitej Polskiej czyli Jego Ekscelencji Głowy Rzeczypospolitej Polskiej Prezydenta Andrzeja Dudy, w wulgarnym skrócie JE PAD-a nam nie ukradli.

      – Dlaczego płaczesz, profesorku – zapytał rapujący Prorok?

      – Bo mój Szef, Jego Ekscelencja Głowa Rzeczypospolitej Polskiej Prezydent Andrzej Duda nie robi tego, co mu doradzałem, a robi to, co robi – odparł, niegdyś dobrze się zapowiadający uczony, a teraz tylko, i to nie tylko najważniejszy doradca Głowy Jego Ekscelencji PAD-a, bowiem najważniejszym doradcą został niedawno Marcin Mastalerek.

      – A kto jest twoim, profesorze, szefem?

      – No, mówiłem już, moim szefem jest JE Prezydent Andrzej Duda zwany PAD. 

      Słyszący te słowa rapujący Prorok raptownie przestał rapować i uzdrawiać, usiadł po drugim lwem i także zapłakał. A jego łzy zbierał do wiadra Antoni Macierewicz aby w nich utopić polecenia oficera prowadzącego wiadomej służby i tym sposobem oczyścić się z zarzutów, które, mam taką nadzieję, wkrótce zostaną mu przedstawiony i które, być może, zaprowadzą byłego dubeltowego ministra tam, gdzie jest jego miejsce, czyli do pierdla.       

       Grupa „Ryżej Wrony” musi czekać na nowego proroka! A na razie…  Na razie poczekajcie na nową książkę pt. S. Ciosek in flagranti. Od S. Radkiewicza do A. Macierewicza