Archiwum miesiąca: grudzień 2025

PROSTACKI ZAPIS PIERWSZEJ DEKADY PEERELU

Wobec ataku Wikipedii na mnie, mającego wszelkie znamiona hejtu w którym tandeciarsko zmieniono mój życiorys (zobacz: mój blog z 19 listopada 20205 r. pt. „Otwarty list do Wikipedii”), poczuwam się do obowiązku wyjaśnić PT Czytelnikom o czym taktuje, przynajmniej 50 procent, ze stu moich opublikowanych książek. Oto bardzo skrótowy zapis tego wszystkiego czym się zajmowałem od przeszło pół wieku

         Jak było?

         8 maja 1945 r. Europa zawyła z radości. Na naszym kontynencie skończyła się wojna.  Był powód do radości. Czy dla wszystkich?

         Nie!

         Byliśmy w gronie zwycięzców.

         Tak. Wygraliśmy wojnę. Przegraliśmy pokój.

         Niemcy przegrały wojnę. Wygrały pokój.

         Dzięki zdradzie Zachodu trafiliśmy w strefę wpływów sowieckich.          Pierwsza powojenna dekada Kraju Pieroga i Zalewajki była twardym stalinizmem. Polską rządził, zimny jak syberyjski mróz Józef Stalin. Generalalissimus, niczym car Piotr I Wielki nie znał litości. Zarówno car jak i Stalin skazali na śmierć własnych synów.  

         Suzeren mianował na Wisłą swego namiestnika. Był nim Bolesław Bierut, stary agenta NKWD, dziwkarz i kawał drania.

          Bolek Jebaka – jak go określał generał Włodzimierz Sokorski – aż do śmierci imperatora nigdy mu się nie sprzeciwił. Rządził z pomocą starych i świeżych, wyhodowanych już na własnej piersi komunistów. Jak to wyglądało?

         Mniej więcej tak:      

         Kształtowanie się władzy komunistów w Polsce 1944 – 1952

         Świat bardzo długo nie mógł uwierzyć w twierdzenia niektórych historyków, że komunizm światowy pochłonął w sunie blisko sto milionów ofiar. Dziś, już na szczęście dla nikogo rozsądnego nie ulega wątpliwości, że komunizm, obok faszyzmu był najbardziej zbrodniczym systemem w dziejach ludzkości.

         Polska, jako jedno z pierwszych dużych europejskich państw doświadczyła “dobrodziejstw” tego systemu, przyniesionemu do nas na bagnetach Armii Czerwonej. Tym niemniej również w naszym kraju musieli być ludzie, którzy system komunistyczny zaakceptowali i zrobili wiele aby władzę zdobyć, a zdobytą utrwalić.

         Tacy ludzie się znaleźli. Byli to głównie, rekrutujący się z niedoszlachtowanych w Sowietach członków KPP. Jedni, jak J. Bernan, H. Minc, S. Radkiewicz, A. Zawadzki, R. Zambrowski, L. Kasaman, S. Wierblowski, E. Szyr, T. Daniszewski, A. Alster itp. przybyli bezpośrednio z ojczyzny komunizmu, czyli ze Związku Radzieckiego, zwani także szarymi szynelami (jako że większość z nich przybyła do polski z armią Berlinga). Inni, jak B. Bierut, W. Gomułka, M. Rola-Żymierski, F. Jóźwiak, M. Moczar, z całą PPR oczekiwali w kraju i, oczywiście przy pomocy Armii Czerwonej oraz PSZ powstałych w ZSRR [tzw. armia Berlinga] i specoddziałów, z których następnie utworzono twardy trzon resortu bezpieczeństwa, zaczęli budować nowy komunistyczny porządek. Co by jednak o nich nie powiedzieć, zarówno jedni jak i drudzy mają swoje korzenie w Moskwie, a ich czyny były całkowicie zależne od J. Stalina. To bowiem generalissimus w drugiej połowie lat 40. rozdawał karty nie tylko w Polsce, ale także w Europie, a nawet na świecie.

         Dlatego, śledząc najnowszą historię Polski, trudno uznać, lansowany przez niektórych polityków, a nawet historyków pogląd, że PRL (a więc także dzisiejsza RP) zawdzięcza swój kształt polskim komunistom, bo gdyby nie oni, nie tylko nie mielibyśmy korzystnych granic zachodnich, ale łatwo moglibyśmy stać się po wojnie 17 republiką Związku Sowieckiego.

         Takie poglądy rodzą się w umysłach ludzi niebiorących pod uwagę prostych, i dziś powszechnie znanych faktów historycznych. U podstaw których legły zbrodnie i monumentalne szwindle. Komunistom nie wystarczało bowiem, że walczyli z opozycją niepodległościową, oni nierzadko sięgali także do własnych szeregów.

         Oto przykład takiego działania. Na początku było słowo generalissimusa i jego zgoda na utworzenie w okupowanej Polsce partii komunistycznej, którą dla niepoznaki nazwie się robotniczą. 27 grudnia 1941 r. z lotniska pod Wiaźmą wylatuje do Polski grupa inicjatywna w składzie: Marceli Nowotko, Bolesław Mołojec, Paweł Finder, Czesław Skoniecki, Pinkus Kartin i Maria Rutkiewicz. 5 stycznia 1942 r w warszawskim mieszkaniu Aleksandra Rydygiera powołano PPR wyłaniając „trójkę kierowniczą” – Nowotko, Mołojec, Finder.

28 listopada 1942 rozpoczęto wyrzynanie, zaczynając od M. Nowotki (w dalszej kolejności zostali zlikwidowani: B. Mołojec, Z. Mołojec, P. Finder, M. Fornalska, J. Krasicki, „Marysia” [łączniczka Z. Mołojca], „Krysia” [łączniczka B. Mołojca, „Adasie” [łącznicy Z. Mołojca], E. Bonisławski, rodzina Mołojców [nie cała] i kilkadziesiąt innych osób. Wyrzynaniu w Warszawie towarzyszyło życzliwe zainteresowanie Moskwy.

         Z tego obrazu wyłaniają się trzy ewentualne motywy działania: albo walki frakcyjne, które po wojnie odżyły jako starcia puławian z natolińczykami, które w drugiej połowie lat 40. zaowocowało tzw. odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym, a po roku 1954 skutkowały podziałem na Chamów i Żydów; albo żądza władzy Mołojców, ale nie tylko, co podkreślają działacze partyjni i ich historycy; albo oba motywy razem wzbogacone rozgrywkami wywiadów sowieckich – policyjnego (NKWD), wojskowego (GRU) i kominternowskiego.

         Mordercze gry, także we własnych szeregach, to byłaby jedna charakterystyczna cecha polskich, acz nie tylko, komunistów. Inną, znacznie poważniejszą zbrodnią była likwidacja podziemia niepodległościowego.

         Zaczęło jeszcze przed zakończeniem drugiej wojny światowej. Podziemie Polskie pacyfikowano metodycznie siłami przyszłego Wielkiego Brata. Jako pierwsi poszli pod nóż akowcy i inne ugrupowania niepodległościowe. Już w 1944 r. rozpoczęto z nimi zbrojną, bezkompromisową walkę. Początkowo prowadziła ją Armia Czerwona, ale wnet dołączyli do niej komuniści rodzimego chowu i ich filary – bezpieka i wojsko. Wprawdzie akowcy stanowili pod koniec wojny niespełna 2 procent dorosłej ludności Polski, ale ze względu na reprezentowany potencjał intelektualny, moralny i organizacyjny, zostali nie bez racji, uznani za największe zagrożenie dla nowych porządków, zaprowadzanych w kraju przez wysłanników Stalina.

         W październiku 1944 r. pojawiły się plakaty “AK – zapluty karzeł reakcji”. W 1947 r. Hilary Minc ogłasza słynną “bitwę o handel”, która była hasłem wzywającym do rozprawy z mieszczaństwem. Następnie przyszła kolej na chłopstwo, które zaproszono do kolektywizacji. Najpóźniej rozprawiono się z inteligencją, która w większości wypadków, w jakimś niezrozumiałym samobójczym geście, najdłużej i najgorliwiej popierała stalinizm.

Historycy spierają się o imponderabilia, ale faktów nie zmienią. Dokończenie tego, czego nie zdążyli zrobić najeźdźcy z 1 i 17 września 1939 r. przypadło w udziale polskim służbom specjalnym, wspieranym intensywnie, do 1948 r. przez wojsko.

         Nad sprawnym wyrzynaniem opozycji, głównie żołnierzy Armii Krajowej, do maja 1945 r. czuwał generał Iwan Sierow. Od wiosny 1946 r. zadanie dobicia ruchów niepodległościowych w Polsce przejęły resort Radkiewicza, nadzorowany przez doradców radzieckich i Główny Zarząd Informacji Wojska Polskiego, stworzony i kierowany przez oficerów Armii Czerwonej oraz organa prokuratury wojskowej i cywilnej, sądy wojskowe, specjalne i cywilne, Milicja Obywatelska, służba więzienna, Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym.

         Dużym ułatwieniem dla służb sowieckich rozpracowujących polskie podziemie niepodległościowe była akcja Burza. Ujawnienie się struktur konspiracyjnych Armii Krajowej, po ogłoszeniu mobilizacji i przystąpieniu do regularnej walki z Niemcami, pozwoliło radzieckim służbom specjalnym na zinfiltrowanie szeregów akowskich. Nie wszystkich żołnierzy podziemia akowskiego zastrzelono, aresztowano czy wywieziono do Związku Radzieckiego. Kilka tysięcy osób wcielono do 1. i 2. Armii Wojska Polskiego. Pozostałych usiłowano objąć kontrolą operacyjną. Jak podaje profesor E. Duraczyński, generał Sierow w raporcie z 22 października 1944 r. adresowanym na ręce Berii, meldował, że w samym Lublinie jego służba ma stu czternastu agentów wywodzących się z polskich szeregów. Jest bardzo prawdopodobne, że po umocnieniu się bezpieki dużą część agentury NKWD, tkwiącej w środowiskach niepodległościowych, została przekazana podopiecznym Radkiewicza. W ten sposób bezpieka już na starcie dysponowała sporymi atutami w walce z przeciwnikiem politycznym. Wytyczono cele taktyczne i strategiczne. Taktyczne sprowadzały się do rozbicia przeciwnika. Należało to zrobić jednym mocnym uderzeniem. Postawiono na dwa resorty siłowe – ministerstwo obrony i bezpiekę.

         Trzecią, niezmiernie paskudą cechą polskich komunistów, było bezwzględne posłuszeństwo Moskwie. Tak było nie tylko ze słynnym Manifestem 22 lipca zwanym także Lipcowym, uchodzącym za fundamentalny dokument Peerelu, ale i z wieloma innymi aktami prawnymi i przede wszystkim z decyzjami politycznymi.

         Przecież od dawna nie było tajemnicą, że u powstania Manifestu legły stalinowskie szwindle. A desygnowanie przez Stalina, do komitetu tak miernych działaczy w osobach E. Osóbki-Morawskiego, W. Wasilewskiej, A. Witosa, S. Janusza, M. Roli-Żymierskiego, Z. Berlinga, S. Kotka-Agroszewskiego, J.S. Hanemana, J. Czechowskiego, S. Radkiewicza, B. Drobnera, J.M. Grubeckiego, E. Sommersteina, S. Skrzeszewskiego, W. Rzymowskiego, S. Jędrychowskiego świadczyło wyraźnie, że generalissimus zdawał się mówić Polakom: „patrzcie kmiotki jakich dupków wyznaczyłem aby wami rządzili”. Stalin mógł sobie na to pozwolić po desygnowaniu na kierowników resortów siłowych, ewidentnym agentów NKWD – J.S. Radkiewicza i M. Żymierskiego, co z marszu zapewniało sowieckim służbom specjalnym pełną kontrolę nad całym życiem przyszłej PRL.

         Ale Manifest 22 lipca, to chyba oczywiste, nie był początkiem Peerelu.

Początek był znacznie wcześniej. Wówczas, gdy J. Stalin wymyślił nazwę – Związek Patriotów Polskich (ZPP). A potem nakazał aby Związek został zorganizowany.

         W ramach tego planu zorganizowano 1 Dywizja Piechoty im. T. Kościuszki. Potem Stalin zatwierdził Radę Wojenną Armii Polskiej (Z. Berling, K. Świerczewski i A. Zawadzki). Potem Centralne Biuro Komunistów Polskich. Potem w Moskwie generalissimus podjął szereg innych decyzji uzależniających PRL od Związku Sowieckiego, przyjmowanych przez polskich komunistów z największą pokorą i oddaniem.

         Oto jeden z takich dokumentów świadczący, że o składzie władz polskich decydował Kreml. To list W. Wasilewskiej do J. Stalina, do „Drogiego Józefa Wissarionowicza”, z propozycją składu personalnego Narodowego Komitetu Wolnej Polski. List poprzedzony pismem przewodnim „opiekuna” NKWD, który „towarzyszył”, z woli J. Stalina, wszystkim poczynaniom zmierzającym do wcielenia woli generalissimusa w sprawie przyszłej Polski. Ten facet, to gen. NKWD G. Żukow. Wynotujmy proponowane przez Wasilewską nazwiska: Z. Berling, K. Świerczewski, W. Sokorski, M. Mietkowski, A. Witos, W. Stahl, B. Drobner, E. Sommerstein, ks. F. Kubsz, L. Chwistek, J. Parnas, S. Grubecki, S. Jędrychowski, M. Skotnicki, W. Wasilewska. Razem z listem J. Stalin otrzymał pismo komisarza bezpieczeństwa państwowego z informacją o osobach rekomendowanych przez Wasilewską.

         Tak, gdzie się nie dotknąć, u zarania Peerelu leżą: J. Stalin, NKWD, „Patrioci Polscy”… dopiero potem Manifest, także zresztą opracowany, wydrukowany i zatwierdzony w Moskwie. Nie trzeba dodawać, że Manifest PKWN miał charakter propagandowo – dezinformacyjny, a umowa pomiędzy PKWN a rządem ZSRS sankcjonowała fakt, że najwyższą władzę na terenach przyszłej Peerel stanowiło dowództwo Armii Czerwonej na czele z J. Stalinem.

         W historiografii przedmiotu wiadomo jest, że o ile ulubioną metodą sprawowania rządów przez generalissimusa były podziały (patrz powyższy podział na krajowców i tzw. szare szynele) to, wskazując dla nich wspólnego wroga – ludzi niekochających komunistów – doprowadzał, że zarówno krajowcy jak i szare szynele, niezależnie od wyznawanej orientacji bolszewickiej i ich reprezentanci w służbach specjalnych zgodnie współzawodniczyły w niszczeniu wskazanych przez Stalina wrogów. Rywalizujących o palmę pierwszeństwa w niszczeniu wrogów, znowu da się podzielić na dwie grupy. Tym razem podział nie przebiega wedle niuansów ideologicznych, a sprowadza się do wykorzystywania szarych komórek.

         Pierwsza grupa, chyba znacznie bardziej niebezpieczna i zbrodnicza, gdyż stanowiąca mózg oligarchii miała ręce czyściutkie. Jej najwybitniejszymi przedstawicielami byli m.im. B. Bierut, W. Gomułka, J. Berman, H. Minc, A. Zawadzki, F. Jóźwiak, S. Radkiewicz, M. Spychalski, M. Rola-Żymierski, M. Moczar.

         Druga grupa – gorliwi wykonawcy poleceń decydentów z grupy pierwszej – o wiele liczniejsza, mająca ręce umazane krwią, była na pozór znacznie bezpieczniejsza. Człowiek już na pierwszy rzut oka wiedział z kim ma do czynienia, mógł się bronić. Zasadniczy skład tej grupy stanowiła obsada resortów siłowych wzmacniana elitami organizacji paramilitarnych, aktywistami partii najsłuszniejszej i partii sojuszniczych oraz tzw. bezpartyjną swołoczą.

         Pomiędzy tymi podstawowymi grupami, stanowiącymi trzon tzw. władzy ludowej usadowiła się, niejako okrakiem podgrupa pośrednia. Jej liderzy rekrutowali się głównie z bezpieki i GZI WP. Niewątpliwie na utrwalenie zasługują tu takie postaci jak: R. Romkowski, M. Mietkowski, L. Bristigierowa, J. Różański, A. Fejgin, J. Ptasiński, K. Świetlik, A. Alster, W. Lewikowski, J. Hibner, L. Andrzejewski, J. Burgin, J. Czaplicki, M. Drzewiecki, T. Duda, H. Duliasz, A. Dusza, J. Dziemidok, F. Grzybowski, A. Krzysztoporski, T. Mikuś, Z. Okręt, W. Pożoga, W. Spychaj-Sobczyński, K. Straszewski, J. Zabawski, W. Ciastoń, K. Górecki, T. Walichnowski, A. Humer i cała kierownicza kadra GZI WP wspominana w licznych książkach historycznych.

         Obok wspomnianych wyżej decyzji czysto politycznych podejmowanych przez Stalina szły równolegle odpowiednie zarządzenia umożliwiające przyszłym władzom Peerelu wywiązywanie się z zadań nakładanych przez Wielkiego Brata. Trzeba przyznać, że kosztowało to Moskwę sporo. Np. nie licząc sprzętu i umundurowania, Stalin nakazał odkomenderować do PSZ w ZSRR ponad 21 tys. oficerów, którzy objęli większość najważniejszych stanowisk w armii gen. Berlinga, a resort bezpieczeństwa wzmocnić ok. 1000 doradców z NKWD.

         Trzeba również przyznać, że o ile generalissimus przykładał niekiedy znacznie mniejszą wagę do niektórych marginalnych decyzji politycznych związanych z PRL, to nad wyraz serio traktował decyzje związane z obu resortami siłowymi. Szczególna rola w tym względzie przypadła utworzonemu w październiku 1943 r. w Biełomucie koło Moskwy Polskiemu Samodzielnemu Batalionowi Specjalnemu (PSBS), w którym przeszkolono ponad 1400 żołnierzy zrzucanych następnie na tereny Polski.

         Duże zasługi w wyrzynaniu opozycji niepodległościowej położyli żołnierze, utworzonej przez PPR  AL, którzy okazali się nadzwyczaj przydatni dla NKWD, albowiem mieli znakomicie rozpracowane struktury Polskiego Państwa Podziemnego i jego sił zbrojnych.

         Rywalizacja o względy sowieckich mocodawców, którzy rozdawali stanowiska i zaszczyty w tworzących się strukturach Peerelu, doprowadzała do karykaturalnych wynaturzeń, niewymaganych nawet przez bolszewików (zob. donos J. Sztachelskiego do B. Bieruta o zgrupowaniach żołnierzy AK, przekazany następnie Sielowowi i Berii). Organizowano swoiste wyścigi do stanowisk. Można tu wspomnieć o grupie założycielskiej bezpieki, dowodzonej przez kpt. Kazimierza Sidora, która otrzymawszy drogą radiową cynk o wynikach rozmów toczonych w Moskwie w dniach 16 maja do 18 lipca 1944 r. (które doprowadziły do powstania PKWN i jego 13 resortów) zameldowała się w Chełmie w celu objęcia stanowisk w RBP dwa dni przed janczarami S. Radkiewicza.

         Pierwszymi jednostkami RBP były: Kontrwywiad – kierowany przez R. Romkowskiego, Wydział Personalny – dowodzony przez oficera NKWD Mikołaja Orechwe i Sekretariat – zarządzany przez Juliana Konara. Niestety, resort rozwijał się bardzo dynamicznie, tworząc struktury terenowe, w czym ogromna zasługa oficerów sowieckich – doradców, odkomenderowanych bądź „upolaczonych”. Pierwszym oficjalnym doradcą sowieckim RBP był ppłk NKWD Bielajew, zaś ppłk NKWD Szklarenko został mianowany łącznikiem pomiędzy kierownikiem resortu Radkiewiczem a siłami NKWD działającymi na terenie Polski.       W pierwszej dekadzie Peerelu pieczę nad „sprawami Polski” cały czas miał wytrawny enkawudysta Iwan Sierow, prawa ręka Ł. Berii (następnie samego N.S. Chruszczowa).

         Po przekształceniu PKWN w Rząd Tymczasowy (RT) Rzeczypospolitej Polskiej, co nastąpiło mocą uchwały KRN z 31 grudnia 1944 r. dotychczasowe resorty przemianowano na ministerstwa. W ten sposób RBP stał się MBP zaś kompetencje kierowania RBP/MBP z rąk KRN/RT coraz wyraźniej zaczęło przejmować Biuro Polityczne KC PPR/PZPR. Wyrażało się to początkowo w podejmowaniu uchwał BP KC PPR dotyczących MBP by następnie, po utworzeniu dwu stałych Komisji Biura Politycznego – ds. Bezpieczeństwa Publicznego (KBPds.BP) oraz wojskowej, dojść do bezpośredniego dyrygowania ministerstwem bezpieczeństwa oraz MON.

         Przewodnictwo obu komisji objął B. Bierut, który po wyeliminowaniu W. Gomułki stał się niepodzielnym namiestnikiem Kremla w Peerelu. Od tego czasu partia najważniejsza, aż do 1990 r. nigdy nie „odpuściła” bezpieki czy wojska (tzw. resorty siłowe).

Apogeum rozwoju MBP przypada na 1952 r., kiedy to w centrali ministerstwa pracowało 2559 funkcjonariuszy operacyjnych i 4636 nieoperacyjnych. W wojewódzkich i powiatowych urzędach bezpieczeństwa publicznego walczyło z wrogami socjalizmu 13983 funkcjonariuszy operacyjnych oraz 11576 nieoperacyjnych, mających mocne oparcie w 24659 „żołnierzach partii”, czyli funkcjonariuszach bezpieki z terenowych ogniw aparatu bezpieczeństwa publicznego.

         Do największych akcji bezpieki, wspieranych siłami MON i oczywiście służbami specjalnymi Związku sowieckiego, oprócz oczywiście walki o zdobycie władzy dla partii, należą niewątpliwie sprawy związane z fałszowaniem referendum, wyborami oraz gry wywiadowcze, zwłaszcza z Delegaturą Zagraniczną WiN, znaną pod nazwą V Komenda WiN, z Ośrodkiem Narodowym w Bergu oraz z Ukraińcami (OUN/UPA), gry będące niczym innym, jak gigantycznymi prowokacjami (zob.: Akcje specjalne; książkę, za którą już w 2002 roku sąd pod przewodnictwem sędziny Anny Wujec zafundował mi wyrok roku więzienia [co prawda w „zawiasach”] i wszelkie możliwe i niemożliwe kary finansowe).       

         W podsumowaniu można stwierdzić, że komuniści polscy, w porozumieniu, a raczej pod dyktando Stalina, zdecydowali się prowadzić szalenie zbrodniczą politykę w stosunku do własnego narodu. Świadczą o tym liczby. I tak, aby wedle niepełnych danych, zabić latach 1944-1947 zabić około 30 tysięcy członków podziemia niepodległościowego i aresztować 150-200 tys. osób z tej samej grupy, zmobilizowano 47 pułków piechoty, 2 brygady artylerii ciężkiej, 18 pułków artylerii lekkiej, 5 samodzielnych dywizjonów artylerii ciężkiej, 5 pułków czołgów, 3 pułki artylerii pancernej, 3 pułki kawalerii oraz 1 pułk saperów. Oprócz tego nie bez znaczenia były siły Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (2 pułki, 14 batalionów operacyjnych, 18 batalionów ochrony, 13 kompanii konwojowych), Wojsk Ochrony Pogranicza, Urzędu Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej (52 808 funkcjonariuszy) i ORMO (ok. 100 tys.). Cała ta armia strzelała, mordowała, zabijała, aresztowała. Wykonywano także akcje o charakterze ochronno-obronnym. Jednak przy systematycznym fałszowaniu doniesień, rozkazów, sprawozdań, analiz, wyjaśnień i wszelkiej innej dokumentacji, dziś, po latach, nadzwyczaj trudno ustalić prawdę, znaleźć winnych, oddać sprawiedliwość niewinnym.

         Jedno jest pewne – mitem jest szukanie usprawiedliwień dla zbrodni komunistów w Polsce, tak jak mitem jest poszukiwanie tzw. polskiej drogi do socjalizmu. Droga, którą szła Peerel w pierwszej powojennej dekadzie od “A” do “Z” była wymyślona w Moskwie. Tak jak zabobonem jest przekonanie, że bez polskich komunistów Polska byłaby 17 republiką Związku Sowieckiego. Kształt powojennej Polski był bowiem ściśle zależny od planów generalissimusa, który podyktował światu wolę. Świat nie na to zgodził, nie bacząc na zasługi i ogrom poświęcenie naszego narodu w wojnie przeciwko Niemcom.

         Na zakończenie dodam jeszcze, że także mitem jest poszukiwanie obecnie dla Kraju Pieroga i Zalewajki tzw. trzeciej drogi. Dzisiejsza Polska stoi przed alternatywą: albo demokracja liberalna albo budowanie systemu mogącego doprowadzić do rządów totalitarnych.

         PS

         W tym miejscu muszę się zastanowić czy obecnie sytuacja nie przypomina tej z w czesnego powojnia? Mam tu na myśli nie tylko ekspansywną politykę Władimira Putina.

         Wydaje mi się, że W. Putin jest skrzyżowaniem rządów Piotra I i Katarzyny II Wielkiej.

         Dzisiejszego władcę Rosji poznałem przelotnie pod koniec 1980 r. w Dreźnie. Był w tedy w stopniu lejtnanta KGB i sprawiał wrażenie inteligentnego oficera. W najczarniejszych snach nie przypuszczałem, że w ciągu zaledwie kilku lat wyroście z niego watażka będący postrachem nie tylko Europy, ale i świata.

         Tymczasem po rozpadzie w 1990 r. świata dwubiegunowego, wystarczyły trzy dekady aby glob stał się trzybiegunowy, aby światem rządziły trzy mocarstwa: Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja.

         Niewątpliwie największa rola przypada tu USA, obecnie kierowanym przez prawdziwego buraka. Można z niego „wyprodukować” cukier i wówczas świat wejdzie w erę słodkiej stabilizacji, ale można zamienić go w trującą paszę, którą pożywią się Rosja z Chinami.

         Co to może oznaczać?…

         Może będzie lepiej. Może będzie gorzej. Może jeszcze nie dziś. Może pewnego dnia.          Azali jakoś to będzie. Bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było. 

STAN WOJENNY & WRZASKACZE

Wybił mi pan zęby i odbił nerki.

To dla pana dobra, bo jakby przyszedł [pst]… toby wybił panu obojczyk. Wybrałem mniejsze zło.

                                                                                                       Sławomir Mrożek

 

Kolejna rocznica stanu wojennego przed nami. Kolejna szklanka koktajlu “Łza bolszewika” przede mną [200 g denaturatu, 200 g piwa “tyskie” & woda kolońska do smaku]. Z telewizora dochodzą wrzaski wojowników, tych co to obalili komunę. Wszystko to łagodzi straszną godzinę kaca i przypomina grę w szachy, w której po skończonej partii i król i pionki powędrują do tego samego pudełka.

         Wsłuchuję się we wrzaski. Nadal pobrzmiewają w nich echa głębokiego przekonania, że w grudniu 1981 r. tylko cudem uniknęliśmy zbrojnej interwencji sojuszników z Układu Warszawskiego.

         Wrzaskaczom nie przeszkadza, że jest to konstrukcja a la Wojciech Jaruzelski & Czesław Kiszczak, zmajdrowana wedle recepty: zdiełano iz CCCP. (Zobacz: Tezy do analizy służb specjalnych w: H. Piecuch Strzały do po papieża i narodu 13 V 1981 * 13 XII 1981 str. 225 – 238).

         Ogłupiając ludzi od 44 lat wrzaskacze, tępe lewicowo-prawicowe knury, ani się zająkną, że skoro przez bez mała ćwierć wieku nie znaleziono nawet jednego wiarygodnego kwitu wskazującego, że interwencja była realna, to coś z ich tezą jest nie tak.

         Przyjmuję, że na postawę czegoś lub kogoś składają się trzy elementy: emocje, gotowość do działania i wiedza. U wrzaskaczy emocje są duże, a nawet wielkie, Gotowość do działania – taka sobie, zaś wiedza – żadna.

         Ale liczba 44 i tak jest dobra, bo przecież gdyby stan wojenny się nie udał to… Przecież mordy fizyczne i psychiczne wspierają się wzajemnie.

         Azali istnieją setki dowodów świadczących o czymś wręcz przeciwnym. W końcu sam Jaruzelski przyznał, że sojusznicy chyba nie chcieli wejść. A że zrobił to nie w Polsce, a w USA to już zupełnie inna sprawa. Możliwe, że Generał nie lubi III ani w perspektywie IV RP? Wielokrotnie pisałem na łamach Tajnej historii Polski i szczekałem w mediach, omawiając i pokazując dowody, że zagrożenie było w sferze propagandowej, medialnej, nie militarnej.

          Ale wrzaskacze swoje wiedzą. Ich nie przekonają żadne argumenty. Ich prawda o zagrożeniu interwencją ma się tak do prawdy historycznej jak dupa Maryni do Zaczarowanej Dorożki.

         Z drugiej jednak strony dupa Maryni ma więcej wspólnego z Zaczarowaną Dorożką niż wrzaskacze, ktorzy nie chcą dostrzec zagrożenia które, kto wie, czy nie byłoby dla nas bardziej dotkliwe niż interwencja militarna.

         Więc jak to jest Piecuch? Czy “Łza bolszewika” nie porąbała ci mózgu? Było zagrożenie, czy nie było?

         Jestem pogodzony z faktem, że wiem mało bo może jestem głupi. Mówienie o czym tak trudnym jak to, o czym jest ten spicz z jakąkolwiek pewnością zakrawałoby na arogancję. Większość populacji nie rozumiała i nadal nie rozumie, co sie w przededniu ogłoszenia stanu wojennego naprawdę działo. I nawet nie miała pojęcia, że nie rozumie.

         Ale zagrożenie było i to bardzo realne. Tylko że pomiędzy zagrożeniem, a realizacją zagrożeń jest wieka różnica. Sprawa ta jest prosta jak konstrukcja sierpa i młota.

         Sierpem były decyzja Politbiura, z wielkim przyjacielem Polski i Polaków, nagrodzonym Orderem Virtuti Militari, Leonidem Breżniewem, a młotem – ropa i gaz, nie mówiąc już o innych drobnostkach [pełne uzależnienie funkcjonowania państwa od woli i łaski suzerena]. Wystarczyło przecież kiwnięcie palcem przez Lońkę, a kurki z ropą i gazem zostałyby błyskawicznie zakręcone. I Kraj Pieroga i Zalewajki, przy bardzo mroźnej zimie 1981/82, byłby trupem jak Atlantyda. Twierdzicie, że to bzdury, że Zachód by pomógł… 

         Być może by i pomógł. Tak jak pomógł we wrześniu 1939 r., gdy Polsce złożyła wizytę przyjacielska spółka Hitler & Stalin, lub jak pomógł nam w 1945 r, gdy Stalin, stając się jednoosobowym właścicielem spółki, przejął nas pod swoją kuratelę.

         I jeszcze jedna uwaga, oto wiele się mówi, że W. Jaruzelski kilkakrotnie prosił Związek Sowiecki o pomoc militarną. Prawda to czy fałsz? Toż to fałsz jak jasna cholera!!! Ale równocześnie Generał słał na Kreml prośbę za prośbą, petycję za petycją, umyślnego za umyślnym, błagając o pomoc.

         A jednak “Łza…” zrobiła swoje! Nie! Nie ma w tym stwierdzeniu nic nielogicznego. Generał bowiem błagał o pomoc gospodarczą, ekonomiczną… I pomoc została przyobiecana. I Sowieci słowa dotrzymali, ale dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego. Kurki nie zostały zakręcone, a MSW otrzymało m.in. granaty łzawiące, ciepłą bieliznę i sporo wódki.

         Oceniając z perspektywy czasu można chyba powiedzieć, że stan wojenny nie tylko dokompromitował w Kraju Pieroga i Zalewajki tzw. realny socjalizm, ale był także zapowiedzią końca Imperium Zła. Imperim podgryzane z jednej strony ekonomicznie przez R, Reagana, a z drugiej ideologicznie przez Jana Pawła II, weszło w apogeum niewydolności ekonomicznej i rozpadło się implozyjnie.

         I stało się to, co się stało. Wyzwoliwszy się spod kurateli Jednych Braci zaraz wpadliśmy w objęcia drugich. Pytacie mnie czy jest różnica między braćmi? Jest. Ci pierwsi byli bardziej pazerni i bezwzględni. Ci drudzy są lepiej ubrani i może nawet mądrzejsi.

         Choć co tej hipotezy można mieć uzasadnione wątpliwości. Jest przecież zaoceaniczny Donald… rzucające w przestrzeń obiecanki, zmienne puste słowa, stanowiący najtańszy narkotyk na ogłupianie światowej tłuszczy. Tak więc, pozbądźcie się iluzji, że gdyby było w 1981 roku, ale i teraz inaczej byłoby lepiej.

         W tym momencie zamilknę, bo kto nie zrozumie mojego milczenia nie zrozumie też moich słów. Oddam głos człowiekowi, który wie, kim byli ludzie mający wpływ na podejmowane decyzje dotyczące Kraju Pieroga i Zalewajki w 1981 roku.  

         Z okazji pisania książek w oparciu o rozmowy z I zastępcą ministra Czesława Kiszczaka, szefem Służby Wywiadu i Kontrwywiadu, generałem dywizji Władysławem Pożogą poprosiłem generała o zwięzłe charakterystyki najważniejszych generałów ostatniej dekady Peerelu.

         Pożoga spełnił moją prośbę. Wyrwał z zeszytu kartkę papieru i odręcznie napisał tekst, który nawet mnie, choć nigdy nie byłem entuzjastą „dwupaku generalskiego” mocno zbulwersował.

         Oto elukubracja niegdysiejszego zausznika obu generałów. Gen. Cz. Kiszczak służalczy wobec przełożonych zwłaszcza do tych którzy mieli decydujący głos na jego dalszą karierę. Zdolny wykonać każde zadanie, aby pozyskać uznanie i względy przełożonych. W stosunku do współpracowników bezwzględny w wykonawstwie jego pole ceń przeciwstawiających się natychmiast usuwa. Żądny władzy, mściwy wobec osób krytycznie oceniających jego działania. Wyjątkowo zapobiegliwy w materialnym urządzaniu siebie i rodziny.

         Gen. W. Jaruzelski przez cały okres kariery nie przebierał w środkach w dążeniu osiągnięcia najwyższych stanowisk w państwie. Wyjątkowo mściwy, uwielbia pochlebstwa, zamknięty w sobie, pozujący na uczciwego, podejrzymy wobec najbliższego otoczenia. Uwielbia prze- prowadzenie częstych zmian na szczeblach partyjno-rządowych posługując się donosami w stosunku do najbliższych współpracowników uważanych za swoich przeciwników.

 HASŁO BLOGU: Trzeba dobrze uważać, aby nie przekroczyć tej niewidzialnej granicy dzielącej nawiedzonych od idiotów.