P.T. Czytelnicy!
Jesteście przecież dość bystrzy
By pojąć własną głupotę
A że niczego w życiu nie należy się bać
Należy wszystko zrozumieć.
I jeszcze jedno
Ktokolwiek wierzy
W sprawiedliwość na świecie
Ten jest fałszywie poinformowany.
Stańcie się więc rewidentem ludzkiej głupoty
Mojej także!
A teraz czytajcie, bo niegdysiejszy myśliciel Kierkegaard stwierdził, że „życie zrozumieć można, tylko patrząc wstecz, lecz przeżyć je trzeba, patrząc w przód”.
***
Co jakiś czas wracają mrzonki, a nawet poważne spekulacje o tym, że dobrze byłoby aby Kraj Pieroga i Zalewajki (KPiZ) miał bombkę atomową. Wiem to od otoczenia Jego Ekscelencji Pana Prezydenta doktora Karola Nawrockiego.
Te mrzonki są tak samo atrakcyjne jak tęsknota za kolonoskopią.
***
Przy okazji wspomnę, że niegdysiejsza Ukraina też miała „bombkę”, a nawet kilka, które dziś, w obliczu agresji Rosji, byłyby jak znalazł.
Ale Ukraina dała się nabrać na „gwarancje” mocarstw zachodnich – USA i Anglii, no i, oczywiście, a jakże, także Rosji…
I dupa zimna!!!!!!!!!!!!!!!
Jest jak jest.
***
Zastanawialiście się kiedyś ile są warte tzw. „gwarancje”, nawet najpoważniejszych państw? Wierzycie w papierowe „gwarancje”?
Naprawdę wierzycie, np. w artykuł 5. Traktatu o NATO?
Czy wydarzenia Kraju Pieroga i Zalewajki z „gwarancjami” z czasów II wojny światowej, a teraz Ukrainy z iluzorycznymi gwarancjami w zamian za oddanie drugiego w Europie arsenału nuklearnego wschodniemu sąsiadowi nic Wam nie mówi?
***
I nagle rozpostarło się wokół mnie królestwo z tego świata- kraina głupoty.
A głupota przecież nie wynika z braku wiedzy, a rozumu. I tylko rozumu!
***
Azaliż było tak:
W planach zdobycia „bombki” dla KPiZ miałem swój skromny udział. A że od niemowlęcia miałem niewybredne nawyki niekiedy w swoich publikacjach przypominałem jak to wyglądało.
Mając świadomość, że niewybredne nawyki nie są niczym zdrożnym, gdyż człowiek pozbawiony złych nawyków może mieć gorsze wracam do tego tematu po raz kolejny.
***
Niegdyś sporo rabanu medialnego narobiło doniesienie wiceministra MON Tomasza Szatkowskiego, że w ministerstwie obrony rozważane są konkretnie kroki zmierzające do dostępu III RP do broni nuklearnej.
Różni domorośli, ale nie tylko, eksperci, ale także mądrzy ludzie wypowiadali się na ten temat ocieniając bąknięcie wiceministra jak najgorzej.
Jedynie niezawodny w propagowaniu głupot Jacek Sasin, polihistor i prominentny aparatczyk PIS, zawsze gotowy do poparcia czegoś idiotycznego, tym razem wykazał dość zdrowego rozsądku aby stwierdzić, że sprawa nie jest przecież nowa.
Już na początku lat 90. Odnowiony Kraj Pieroga i Zalewajki planował zakupić od Ukrainy jedną lub parę głowic nuklearnych. Gorącym zwolennikiem tego pomysłu był ówczesny minister obrony narodowej Jan Parys, który przekonał prezydenta Wałęsę aby wyłożył milion dolarów na ten cel.
***
Sprawę, jak zwykle, majdrowały służby specjalne ostro zaprzyjaźnione ze służbami ukraińskimi.
Znałem niektórych funkcjonariuszy z widzenia, a niektórych nawet dobrze. Nie chcę wymieniać żadnych nazwisk. Gdy to kiedyś czyniłem pisząc o nich, a nawet gardłując w telewizji i radiu, moi przyjaciele ginęli jak muchy. Ich niespodziewanych, ale zawsze tragicznych śmierci nie udało się wyjaśnić do dziś.
***
W sprawie zakupu arsenału jądrowego u sąsiada na początku wszystko było na dobrej drodze. Bałagan na Ukrainie był wszechpotężny. Jakieś sto razy większy niż w KPiZ.
Błyskawicznie doszło do obgadania najważniejszych spraw. Transakcja była jak najbardziej możliwa, bo kontrahenci byli dobrymi znajomymi jeszcze z czasów gdy oba państwa podlegały jurysdykcji sowieckiej.
Ale nagle sprawa transakcji spaliła na panewce.
O co poszło? Nie wiadomo.
A Jak nie wiadomo, to chodzi oczywiście o pieniądze.
***
Ukraińcy zgodzili się na milion dolarów za głowice, ale zażądali dodatkowo 300 tys. USD na łapówki dla polityków, generałów i celników zamieszanych w geszeft.
***
Znany z wielkiej uczciwości prezydent Wałęsa odmówił finansowania łapówki.
Sprawa się ryła.
***
Nie mieliśmy broni atomowej, ale mieliśmy wolną drogę do wstąpienia do NATO i Unii Europejskiej. Nie muszę dodawać, że gdyby transakcja się udała byłoby to niemożliwe.
Kto stał za sprawą tej kombinacji operacyjnej? Nie bardzo wiadomo. Wolno przypuszczać, że byli to peerelowscy generałowie którzy otoczyli L. Wałęsę ciaśniej niż urokliwe sekretarki dawnego reżimu.
Generałom nie należy się dziwić. Musieli mieć zakarbowane w pamięci, że był w Peerelu czas gdy Wojsko Polskie zwane „Ludowym” mogło użyć 90 ładunków jądrowych realizując plan natarcia na Zachód w ramach naszego Nadmorskiego Kierunku Operacyjnego.
Mieliśmy przecież dwie Brygady Rakiet Operacyjno-Taktycznych (BROT w Bolesławcu i Orzyszu).
***
Rakiety były zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych. Nie mieliśmy natomiast samych głowic. Ale, głowice były w pobliżu.
W Świętoszowie koło Bolesława stacjonował sowiecki pułk czołgów strzegący magazynów z głowicami nuklearnymi. Z dowódcą sowieckiego pułku czołgów zakolegowany był dowódca Łużyckiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza z Lubania, pułkownik Ryszard Bartoszewicz, który do dziś wypiera się, że wiedział o głowicach nuklearnych zachomikowany w specjalnych bunkrach.
Pułkownikowi można chyba wierzyć. Ja także bunkry widziałem, a co w nich było nie miałem pojęcia.
O arsenale jądrowym rozmieszczonym na ziemiach polskich musiało jednak wiedzieć kierownictwo ministerstwa obrony narodowej z generałami Jaruzelskim, Siwickim, Molczykiem itp.
BROT w Orzyszu miał być zaopatrywany w głowice zmagazynowane w Kaliningradzie.
***
O operacji zaczepnej frontu nadmorskiego WP pisałem w kontekście sprawy płk. R. Kuklińskiego w książce: As CIA i…. W kręgu donosów, mitów i faktów o Ryszardzie pułkowniku Kuklińskim. Tu maleńki fragment tej książki z niewielkimi zmianami:
… Ciekawe jest, dlaczego R. Kukliński po uchyleniu wyroku śmierci i pełnej rehabilitacji (była w tym duża zasługa Leszka Millera i prokuratury naciągającej prawo polskie niczym gumę w prezerwatywie), w czasie odwiedzin Polski nie chciał się spotkać nie tylko z dawnymi kolegami ze Sztabu Generalnego WP, ale także z oficerami z żeglarskiego klubu „Atol”, którego był członkiem i z którymi jachtem „Legia” odbywał wiele rejsów po Bałtyku i Morzu Północnym. Byli to oficerowie: Mieczysław Dachowski, Stanisław Radaj, Edward Rogala, Wiesław Witkow, Włodzimierz Bauer.
To była wytworna paczka pułkowników Sztabu Generalnego WP i wilków morskich. Byłem z nimi zakolegowany na morzu i w gabinetach sztabu generalnego.
***
Tak, to byli oficerowie purytańscy. Purytanin na purytaninie siedział. Bratali się jeno jako żeglarze. Dodatkowo misje wywiadowcze ułatwiały zbratanie.
Słuchali jedynie szefa Sztabu Generalnego WP. ale przykład z karności brali od najwyższego wodza generała Wojciecha Jaruzelskiego, któremu nadworny goryl generała pułkownik Artur Gotówko nadał ksywę „Wojciech Szabelka”.
Najwyższy przełożony wszystkich żołnierzy, a gdy został I Sekretarzem przewodniej partii także reszty Polaków. Generał słuchał jedynie Moskwy. Gdy Breżniew rozkazał Jaruzelskiemu: „Skacz”, to generał pytał tyko: „Na kogo?”
***
I W. Jaruzelski skakał bez wahania. W 1970 r. skoczył tylko na społeczeństwo Wybrzeża, a w jedenaście lat później na cały naród.
I to było dobre!
Dla kogo dobre?
Tego dylematu nie rozstrzygnięto do dziś.
Rozważania trwają.