Dziesięć lat temu w książce Lot nad szpiegowskim gniazdem. Tropem tajnych służb pisałem w epilogu. Dziś jest jeszcze gorzej. No to przypominam tamten tekst: Człowiek, proszę państwa to nie jest udana rzecz. Człowiek to jest taka rzecz, która lubi mordować. Marek Edelman. Będąc na bieżąco z całym gównem tego świata coraz częściej słyszę głosy, że prezydent W. Putin zwariował. Nic bardziej błędnego. On jedynie zgłupiał. To się zdarza. Tak, mądrzy, inteligentni ludzie, szczególnie po dopadnięciu władzy absolutnej, głupieją absolutnie. Niestety, odwrotne procesy zachodzą bardzo rzadko i nie dotyczą Putina. Pod koniec lat 80. Putin, pod przykryciem dyplomaty, był starszym lejtnantem KGB urzędującym w Dreźnie, by po dziesięciu latach zostać szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa – sukcesorki KGB.
Spotkałem go w Dreźnie dwa czy trzy razy przy różnych okazjach. Robił dobre wrażenie. Był oczytany ponadprzeciętnie. Chytry jak rosyjska dusza. Był kordialny, jowialny, pachniał konfidencjonalnością. Zdawało się, że pragnie wyprzedzić swój czas. Z takich ludzi wyrastają albo myśliciele albo wielcy bandyci. Obserwując to, co Putin robi dziś obawiam się, że zachodzi drugi człon tej alternatywy. Przykro patrzeć na lwa, który nie tylko szczeka, ale stara się jeszcze gryźć.
W Dreźnie koledzy KGB nadali mu ksywę „Krótki Putin”, która obowiązywała do czasu, aż został szefem FSB Rosji. W ksywie nie było złośliwości a jedynie aluzja do jego wzrostu i uznanie dla jego kompetencji wywiadowczych. Obecnie, w Moskwie i Petersburgu opozycja rosyjska nadała prezydentowi kryptonim „Lil”. Od liliputa. Mówi się, że Putin, aczkolwiek chce wzorować się na Stalinie ma charakter liliputa…Władający Rosją prezydent to pojętny, zmyślny, twórczy i bystry uczeń Andropowa i Kriuczkowa. Ma geny Stalina, a gębę Chruszczowa i Breżniewa. W jego żyłach buzuje krew krewkiego kagiebowca i trudno pojąć, co mu w duszy gra.
Wydaje się, że współczesna Rosja nie jest jednak krajem totalitarnym a jedynie autorytarnym. W. Putin buduje demokracje w specyficznym carsko-bizantyjskim stylu, opartą o tajne służby, wojsko, cerkiew i oligarchów.
Do prezydenta Rosji pasują słowa Onufrego Zagłoby: Zdechnę ja i pchły moje, ale Rosja będzie Rosją wielką, której wszyscy będą się bać. Jestem przekonany, że autorytaryzm putinowski coraz bardziej gnije i w końcu sami Rosjanie opamiętają się… Ale co Putin ze swoją ferajną narozrabia to narozrabia. Boć to przecież gigant zła…
Jedno jest pewne, w 2014 r. Putin zakończył wakacje Europy od historii. Nie można wykluczyć, że prezydent Rosji, zazdroszcząc poprzednikom sukcesów, postanowił na razie rozruszać… Ukraińców. Gdyby miał na nosie okulary lustrzane, można by w nich ujrzeć Krym i Gruzję. Może Putin czytał dzienniki dr. Josepha Goebbelsa. Znając język niemiecki, miał taką możliwość znacznie wcześniej niż wydobyto tekst na światło dziennie i ogłoszono w 18 woluminach. Manuskrypt dzienników przeleżakował wiele lat w archiwum sowieckich służb specjalnych. Może uderzyło go takie zdanie ministra propagandy III Rzeszy: Nie spodziewamy się po monarchach Europy zbyt wiele. Oni widzą w nas parweniuszy i sądzą, bez względu na to, jaką władzę mamy, że można nas traktować z góry. Trzeba ich od czasu walnąć w szczękę, aby oprzytomnieli.
No i walnął. Zaatakował punktowo. Każdego dnia potarza europejczykom slogan Chruszczowa: Czy wam się to podoba, czy nie, historia jest po naszej stronie. My was pogrzebiemy. Maksymalnie wykorzystuje służby specjalne. Polityka prezydenta bardzo podoba się Rosjanom. Popiera go 85 procent rodaków. Dlaczego? Bo Rosjanie jeszcze nie wiedzą, że znacznie lepiej jest mieszkać w miłym kraju a nie w potężnym. Potęga doprowadza ludzi do szaleństwa.
Pochwała wojny. W ciągu pięciu i pół tysiąca lat tylko 292 lata było okresem powszechnego pokoju. W 14550 konfliktach wojennych zginęło około 1240 milionów ludzi. Dalszy kilkaset milionów było skutecznie zniechęconych do życia. Tylko w XX wieku były dwie wojny światowe i ponad 200 wojen lokalnych i nie tylko lokalnych. Współczesne media codziennie informują o konfliktach międzynarodowych i wewnętrznych.Wojny, czyli zorganizowane ludobójstwo, zabijanie ludzi przez ludzi, to wręcz sposób istnienie człowieka. Do najstarszych zawodów ludzkości należą szpiedzy, kurwy i wojownicy, zwani, w zależności od sytuacji rycerzami, bohaterami, patriotami lub… zbrodniarzami, ludobójcami…
Przyczyny wojen bywają różne. Od najbardziej absurdalnych, jak woja trojańska, która wybuchła po ucieczce żony króla z gachem, po chęć powiększeni przestrzeni życiowej i panowanie nad światem (druga wojna światowa), nierównomierny podział świata w wypadku rozpadu systemu kolonialnego itp.
Zastanówmy się co pcha ludzi do wojen? Odpowiedz wydaje się prosta. To agresja. Jej ojcem jest duch ludzki. Niekiedy eros. To agresja powoduję zbrodnie i zdrady, rodzi kłamstwa i perfidie, wyzwala żądzę posiadania, mordu, panowania i zniewalania innych. To agresja przywdziewająca szaty patriotyzmu, heroizmu, bohaterstwa i poświęcenia, a ukrywając prawdę zmusza ludzi do wzajemnego wyrzynania się. Wydaje się, że jednym z wielkich przywódców, który cechy te najlepiej uosabia jest prezydent Rosji W. Putin. A dokąd zmierza świat? Nie będę się wymądrzał. Oddaję głos byłemu kierownikowi Sztokholmskiego Instytutu Badań Nad Pokojem Frankowi Bernaby’emu: Sądzę, że dryfujemy ku katastrofie nie z powodu ignorancji lub dążeń polityków, lecz z powodów właściwych samej istocie człowieka.
Europa przytomnieje bardzo, bardzo wolno, ale przytomnieje U naszego wschodniego sąsiada od wieków przeważają ciągotki nacjonalistyczne. Rosja i Rosjanie w głębokim poważaniu mają przyszłość, wzruszają się i płaczą za Imperium. A widok spłakanych rodaków wycisnąłby nawet łzy z Kaliguli, a co dopiero z prezydenta Rosji. Więc Putin rozmienia łzy narodu na drobne i powstaje wielki deszcz wzruszeń imperialnych. Człowiek post-radziecki tęskni do przeszłości i śni o odbudowaniu „Spłakanego Imperium”. Człowiek rosyjski jest zdolny do niespotykanych wyrzeczeń. Prezydent jako człowiek inteligentny, jako były szef FSR, rozumie dobrze duszę rodaków. Napadając zbrojnie na Krym, chciał osuszyć spłakane oczy Rosjan. Zachód zaakceptował anszlus Krymu, ale oficjalnie z tym się nie pogodził. I tu władca Rosji popełnił pierwszy błąd. Gdyby był konsekwentny, to po zaborze Krymu powinien był zająć zbrojnie Ukrainę wschodnią i południową. Zachód byłby zszokowany.
Zatrzymanie zbrojnego podboju Ukrainy i postawienie na uzbrojonych po zęby „zielonych ludzików” było kolejnym błędem Putina, który ma wprawdzie odwagę i zdecydowanie lwa, ale brak mu doświadczenia Lenina i Stalina. Prezydent zapomniał, że puszczenie samopas terrorystów operujących na wschodzie Ukrainy, oprócz korzyści politycznych może przyczynić się do skutków katastrofalnych. Katastrofą było zestrzelenie cywilnego samolotu. Nieokiełznane czeredy bandytów grasujących pod patronatem Rosji zmusiły Moskwę do zajęcia pozycji obronnych, do tłumaczenia czynów, których wytłumaczyć się nie dać.
Do tej pory było tak, że świat ślepł i głuchł, kiedy zbliżał się Putin – car. Tak było już po aneksji Krymu. Teraz sytuacja się zmieniła. Zachód ochłonął. Zestrzelenie samolotu zbudziło z letargu USA i czołowe państwa Europy – Niemcy, Wielką Brytanię i Francję i reanimowało NATO. Skutkiem agresji Putina może być nawet zmiana doktryny obronnej paktu, dostosowanie jej do wymagań wojny czwartej generacji. Zachód zmienia się za wolno. Jednak coraz widoczniejsze są trendy antyrosyjskie. Antyrosyjskość Europy wynika z antyrosyjskości Rosjan. Putinowi może się marzy pełzająca interwencja. Więc na razie nauczyciele uczą dzieci liczyć: jeden zabity Ukrainiec plus drugi zabity Ukrainiec to dwóch zabitych Ukraińców…
Ale może Putin na początek chce jedynie sfinlandyzować Ukrainę… Może…? On przecież dobrze wie, że Rosji nie zagraża NATO lub Unia Europejska. Prezydent Rosji wie, że za chwilę groźni będą Chińczycy. Już są groźni fundamentaliści islamscy…
Jednego Moskwa może być pewna – Zachód nigdy nie zdecyduje się „umierać za Ukrainę”. Zachodni mężowie pokrzyczą, ponarzekają i uznają status quo… Tak zwany demokratyczny świat, będący festiwalem miernoty i przeciętności nie ma gotowej odpowiedzi na pytanie: kto po Putinie? Nie rozważając nawet takiej alternatywy Zachód pozwala marzyć Putinowi o restauracji Imperium. Tak zwana demokracja zachodnia, która jest formą religii polegającej na oddawaniu czci szakalom przez osłów, ciągle żyje złudzeniami. Zapłacimy za to wszyscy, gdy okaże się, że złudzenia zostaną utracone.
W sprawie Rosji żywię się informacjami telewizyjnymi. Ekran parska militaryzmem, katastrofizmem, onanizmem… Nie wiadomo czy ogłuchnąć, czy oślepnąć, czy defekować? Więc zwracam uwagę na coraz śmieszniejszą główkę prezydenta Rosji. To żyjąca iluzjami główka wymarłego gada, która już nie jest w stanie przewidzieć jak się skończy jego panowanie. Putim poszedł o jeden most za daleko. Kiedy nastąpi deziluzja i prezydent uświadomi sobie, że dla niego nie ma dobrego wyjścia? Z jednej strony grozi mu „rosyjski majdan”, czyli – jak to nieraz w Rosji bywało – straszny rosyjski bunt, bezmyślny i bezlitosny, a z drugiej czają się jeszcze groźniejsi przeciwnicy, uważający że prezydent jest… za łagodny, że, gdyby był stanowczy, mógł już opanować całą Ukrainę… Zabójstwo Niemcowa pod kremlowskim murem jest wyraźnym ostrzeżeniem dla Putina – „uważaj Wadymirze Władymirowiczu. My jeszcze istniejemy. Siejemy przerażenie. A serca mamy z kamienia. Więc maszeruj śmiało do przodu, bo…” Wszystko wskazuje na to, że za tymi zbirami czai się jakaś grupa rekrutująca się z armii, dla których żywiołem jest wojna. Armii niezadowolonej, że w otoczeniu prezydenta brylują odwieczni wrogowie wojskowych, czyli przedstawiciele służb specjalnych… Wszystko wskazuje na to, że Putin już nie ma wyboru. Może powtarza za Nietzschem: Takim jestem, takim być chcę: was niech diabli wezmą! Uf! Gdybym był Rumunem, Mołdawianinem, Bułgarem, Białorusinem, Grekiem, Austriakiem, Łotyszem, Estończykiem, Litwinem, mieszkańcem Bałkanów, a nawet Turkiem zaczynałbym się bać. Dziś światem rządzą wirtualne kapitały, a nie rakiety z głowicami nuklearnymi wspartymi lotniskowcami, czołgami i wszystkim, co strzela. W tym tkwi szansa naszego wschodniego sąsiada, ale i Rosji. Jeżeli świat zachodni nie chce zniknąć jak Atlantyda, musi coś z tym fantem zrobić.
Konflikt na Ukrainie jest niczym innym jak początkiem ery „zmagań czwartej generacji” określanej skrótem 4 GW (Fourth Generation Warfare) – czyli kulturowo-cywilizacyjnych konfliktów wykraczających poza ramy państwa narodowego i historyczną triadę gen. von Clausewitza: rząd-armia-naród. Zda się nie rozumieć tego nawet były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisław Koziej, który powoli wykreowuje się na najmądrzejszego generała III RP. Trudno powiedzieć, czy nieprzemyślany atak Putina na sąsiadów zapoczątkuje drastyczne zmiany na świecie? Czym może się charakteryzować XXI wiek? Czy dojdzie do wielkiej depopulacji i powstania całkowicie nowej cywilizacji, czy…?