Wybił mi pan zęby i odbił nerki.
To dla pana dobra, bo jakby przyszedł [pst]… toby wybił panu obojczyk. Wybrałem mniejsze zło.
Sławomir Mrożek
Kolejna rocznica stanu wojennego przed nami. Kolejna szklanka koktajlu “Łza bolszewika” przede mną [200 g denaturatu, 200 g piwa “tyskie” & woda kolońska do smaku]. Z telewizora dochodzą wrzaski wojowników, tych co to obalili komunę. Wszystko to łagodzi straszną godzinę kaca i przypomina grę w szachy, w której po skończonej partii i król i pionki powędrują do tego samego pudełka.
Wsłuchuję się we wrzaski. Nadal pobrzmiewają w nich echa głębokiego przekonania, że w grudniu 1981 r. tylko cudem uniknęliśmy zbrojnej interwencji sojuszników z Układu Warszawskiego.
Wrzaskaczom nie przeszkadza, że jest to konstrukcja a la Wojciech Jaruzelski & Czesław Kiszczak, zmajdrowana wedle recepty: zdiełano iz CCCP. (Zobacz: Tezy do analizy służb specjalnych w: H. Piecuch Strzały do po papieża i narodu 13 V 1981 * 13 XII 1981 str. 225 – 238).
Ogłupiając ludzi od 44 lat wrzaskacze, tępe lewicowo-prawicowe knury, ani się zająkną, że skoro przez bez mała ćwierć wieku nie znaleziono nawet jednego wiarygodnego kwitu wskazującego, że interwencja była realna, to coś z ich tezą jest nie tak.
Przyjmuję, że na postawę czegoś lub kogoś składają się trzy elementy: emocje, gotowość do działania i wiedza. U wrzaskaczy emocje są duże, a nawet wielkie, Gotowość do działania – taka sobie, zaś wiedza – żadna.
Ale liczba 44 i tak jest dobra, bo przecież gdyby stan wojenny się nie udał to… Przecież mordy fizyczne i psychiczne wspierają się wzajemnie.
Azali istnieją setki dowodów świadczących o czymś wręcz przeciwnym. W końcu sam Jaruzelski przyznał, że sojusznicy chyba nie chcieli wejść. A że zrobił to nie w Polsce, a w USA to już zupełnie inna sprawa. Możliwe, że Generał nie lubi III ani w perspektywie IV RP? Wielokrotnie pisałem na łamach Tajnej historii Polski i szczekałem w mediach, omawiając i pokazując dowody, że zagrożenie było w sferze propagandowej, medialnej, nie militarnej.
Ale wrzaskacze swoje wiedzą. Ich nie przekonają żadne argumenty. Ich prawda o zagrożeniu interwencją ma się tak do prawdy historycznej jak dupa Maryni do Zaczarowanej Dorożki.
Z drugiej jednak strony dupa Maryni ma więcej wspólnego z Zaczarowaną Dorożką niż wrzaskacze, ktorzy nie chcą dostrzec zagrożenia które, kto wie, czy nie byłoby dla nas bardziej dotkliwe niż interwencja militarna.
Więc jak to jest Piecuch? Czy “Łza bolszewika” nie porąbała ci mózgu? Było zagrożenie, czy nie było?
Jestem pogodzony z faktem, że wiem mało bo może jestem głupi. Mówienie o czym tak trudnym jak to, o czym jest ten spicz z jakąkolwiek pewnością zakrawałoby na arogancję. Większość populacji nie rozumiała i nadal nie rozumie, co sie w przededniu ogłoszenia stanu wojennego naprawdę działo. I nawet nie miała pojęcia, że nie rozumie.
Ale zagrożenie było i to bardzo realne. Tylko że pomiędzy zagrożeniem, a realizacją zagrożeń jest wieka różnica. Sprawa ta jest prosta jak konstrukcja sierpa i młota.
Sierpem były decyzja Politbiura, z wielkim przyjacielem Polski i Polaków, nagrodzonym Orderem Virtuti Militari, Leonidem Breżniewem, a młotem – ropa i gaz, nie mówiąc już o innych drobnostkach [pełne uzależnienie funkcjonowania państwa od woli i łaski suzerena]. Wystarczyło przecież kiwnięcie palcem przez Lońkę, a kurki z ropą i gazem zostałyby błyskawicznie zakręcone. I Kraj Pieroga i Zalewajki, przy bardzo mroźnej zimie 1981/82, byłby trupem jak Atlantyda. Twierdzicie, że to bzdury, że Zachód by pomógł…
Być może by i pomógł. Tak jak pomógł we wrześniu 1939 r., gdy Polsce złożyła wizytę przyjacielska spółka Hitler & Stalin, lub jak pomógł nam w 1945 r, gdy Stalin, stając się jednoosobowym właścicielem spółki, przejął nas pod swoją kuratelę.
I jeszcze jedna uwaga, oto wiele się mówi, że W. Jaruzelski kilkakrotnie prosił Związek Sowiecki o pomoc militarną. Prawda to czy fałsz? Toż to fałsz jak jasna cholera!!! Ale równocześnie Generał słał na Kreml prośbę za prośbą, petycję za petycją, umyślnego za umyślnym, błagając o pomoc.
A jednak “Łza…” zrobiła swoje! Nie! Nie ma w tym stwierdzeniu nic nielogicznego. Generał bowiem błagał o pomoc gospodarczą, ekonomiczną… I pomoc została przyobiecana. I Sowieci słowa dotrzymali, ale dopiero po wprowadzeniu stanu wojennego. Kurki nie zostały zakręcone, a MSW otrzymało m.in. granaty łzawiące, ciepłą bieliznę i sporo wódki.
Oceniając z perspektywy czasu można chyba powiedzieć, że stan wojenny nie tylko dokompromitował w Kraju Pieroga i Zalewajki tzw. realny socjalizm, ale był także zapowiedzią końca Imperium Zła. Imperim podgryzane z jednej strony ekonomicznie przez R, Reagana, a z drugiej ideologicznie przez Jana Pawła II, weszło w apogeum niewydolności ekonomicznej i rozpadło się implozyjnie.
I stało się to, co się stało. Wyzwoliwszy się spod kurateli Jednych Braci zaraz wpadliśmy w objęcia drugich. Pytacie mnie czy jest różnica między braćmi? Jest. Ci pierwsi byli bardziej pazerni i bezwzględni. Ci drudzy są lepiej ubrani i może nawet mądrzejsi.
Choć co tej hipotezy można mieć uzasadnione wątpliwości. Jest przecież zaoceaniczny Donald… rzucające w przestrzeń obiecanki, zmienne puste słowa, stanowiący najtańszy narkotyk na ogłupianie światowej tłuszczy. Tak więc, pozbądźcie się iluzji, że gdyby było w 1981 roku, ale i teraz inaczej byłoby lepiej.
W tym momencie zamilknę, bo kto nie zrozumie mojego milczenia nie zrozumie też moich słów. Oddam głos człowiekowi, który wie, kim byli ludzie mający wpływ na podejmowane decyzje dotyczące Kraju Pieroga i Zalewajki w 1981 roku.
Z okazji pisania książek w oparciu o rozmowy z I zastępcą ministra Czesława Kiszczaka, szefem Służby Wywiadu i Kontrwywiadu, generałem dywizji Władysławem Pożogą poprosiłem generała o zwięzłe charakterystyki najważniejszych generałów ostatniej dekady Peerelu.
Pożoga spełnił moją prośbę. Wyrwał z zeszytu kartkę papieru i odręcznie napisał tekst, który nawet mnie, choć nigdy nie byłem entuzjastą „dwupaku generalskiego” mocno zbulwersował.
Oto elukubracja niegdysiejszego zausznika obu generałów. Gen. Cz. Kiszczak służalczy wobec przełożonych zwłaszcza do tych którzy mieli decydujący głos na jego dalszą karierę. Zdolny wykonać każde zadanie, aby pozyskać uznanie i względy przełożonych. W stosunku do współpracowników bezwzględny w wykonawstwie jego pole ceń przeciwstawiających się natychmiast usuwa. Żądny władzy, mściwy wobec osób krytycznie oceniających jego działania. Wyjątkowo zapobiegliwy w materialnym urządzaniu siebie i rodziny.
Gen. W. Jaruzelski przez cały okres kariery nie przebierał w środkach w dążeniu osiągnięcia najwyższych stanowisk w państwie. Wyjątkowo mściwy, uwielbia pochlebstwa, zamknięty w sobie, pozujący na uczciwego, podejrzymy wobec najbliższego otoczenia. Uwielbia prze- prowadzenie częstych zmian na szczeblach partyjno-rządowych posługując się donosami w stosunku do najbliższych współpracowników uważanych za swoich przeciwników.
HASŁO BLOGU: Trzeba dobrze uważać, aby nie przekroczyć tej niewidzialnej granicy dzielącej nawiedzonych od idiotów.